„Chcę podziękować i pogratulować mojemu trenerowi, który jest tu ze mną i z którym zdobyłam pierwszy tytuł w tym sezonie. To wiele dla mnie znaczy. To wielkie osiągnięcie i świetne zwieńczenie tego sezonu” – mówiła Diana Sznajder po triumfie w turnieju WTA 500 w Tokio. W finale Rosjanka pokonała Kanadyjkę Leylah Fernandez 6:4, 5:7, 6:2.
Sam wynik setowy sugeruje łatwe zwycięstwo, ale mecz wyglądał inaczej. Pierwszą partię Sznajder wzięła bez problemów, a w drugiej odskoczyła na 4:0. Fernandez odrobiła jedno przełamanie i nie zwolniła – cztery gemy z rzędu dały jej wyrównanie na 5:5, a później cały set. W trzeciej odsłonie 22-letnia Sznajder zamknęła jednak temat definitywnie, nie oddając rywalce ani jednego gema przy własnym podaniu.
Był to szósty pojedynek tych zawodniczek, a bilans po tym meczu wskazuje na czwarte zwycięstwo Sznajder. Fernandez przystępowała do finału z pozycji 10 miejsc niższej w rankingu – różnica, która tłumaczy, czemu tytuł w Tokio trudno nazwać niespodzianką.
Awans Sznajder i spadek Chwalińskiej
Triumf w Tokio przełoży się wprost na listę WTA. W poniedziałek Diana Sznajder formalnie zdetronizuje w rankingu Maję Chwalińską. Rosjanka przesunie się z 13. na 11. miejsce, Polka spadnie na 12.. Chwalińska miała grać w Tokio, lecz wycofała się z turnieju przez kontuzję.
Dla Sznajder, pochodzącej z Żygulowska, to szósty tytuł WTA w karierze i pierwszy w sezonie 2026. Przegrany finał w cyklu WTA zaliczyła dotąd tylko jeden raz – w 2023 roku w Ningbo. Nie bez znaczenia jest też jej sztab: od sierpnia 2025 roku współpracuje z nią Aleksandar „Sascha” Bajin, niemiecki trener pochodzenia serbskiego – to właśnie jego Sznajder wymieniła w podziękowaniach po finale.
Fernandez, choć przegrała, kończy tydzień w Tokio z kolejnym potwierdzeniem dobrej formy. 24-letnia Kanadyjka triumfowała w tym sezonie w turnieju WTA 250 w Singapurze, a tydzień wcześniej dotarła do finału WTA 500 w Ningbo, gdzie uległa liderce światowego rankingu Jelenie Rybakinie z Kazachstanu.