Jeden wieczór w Bazylei, dwa trzęsienia ziemi. Jak to możliwe, że tego samego dnia z turnieju wypadli zarówno Novak Djoković, jak i najwyżej rozstawiony w zawodach Ben Shelton? Winni nazywają się Jan-Lennard Struff i Jerome Kym – przed czwartkiem rozpoznawalni głównie w Niemczech i Szwajcarii, nie na świecie.
Djoković zagrał w Bazylei po raz pierwszy od 15 lat. To właśnie tam triumfował w 2009 roku, więc powrót po tak długiej przerwie miał w sobie coś sentymentalnego. Zakończył się jednak już w drugiej rundzie. Rozstawiony z numerem czwartym Serb przegrał w czwartkowy wieczór 7:6(4), 5:7, 6:7(5) z Janem-Lennardem Struffem.
36-letni Struff, w rankingu zajmujący 47. miejsce, zagrał mecz życia. Nie dał się przełamać ani razu, a do tego posłał w tym spotkaniu 27 asów – ostatniego przy piłce meczowej. Zaskoczenie było tym większe, że wcześniej Niemiec przegrał z Serbem osiem kolejnych meczów. „Łatwo przegrałem z nim osiem ostatnich meczów, więc jestem bardzo szczęśliwy ze swojego występu i zwycięstwa” – przyznał po meczu. Jak dodał, musiał postawić wszystko na jedną kartę: „Wiedziałem, że muszę dużo ryzykować i zagrać swój najlepszy tenis, aby mieć jakiekolwiek szanse” – powiedział Struff. W ćwierćfinale zagra teraz z Portugalczykiem Nuno Borgesem.
Kym pogrzebał Sheltona grubo po północy
Druga sensacja tej nocy nosiła nazwisko Jerome Kym. 23-letni Szwajcar, notowany dopiero na 222. miejscu w rankingu, dostał do turnieju Swiss Indoors Basel dziką kartę – i wykorzystał ją, eliminując najwyżej rozstawionego zawodnika imprezy, czwartego tenisistę świata Bena Sheltona, wynikiem 6:3, 6:7(4), 7:6(1). Mecz trwał prawie dwie i pół godziny, a ostatnia piłka padła 40 minut po północy.
Dla Kyma to największe zwycięstwo w karierze. Tym samym Szwajcar stał się najniżej notowanym tenisistą, który w sezonie 2026 pokonał zawodnika z czołowej dziesiątki rankingu. Podobną sztuczkę w październiku 2024 roku wykonał w Sztokholmie jego rodak Stan Wawrinka, ogrywając wówczas siódmego na świecie Andrieja Rublowa. W ćwierćfinale Kym zmierzy się z Jirim Lehecką.
Rozstawiony z numerem ósmym Czech wcześniej poradził sobie z Niemcem Danielem Altmaierem, wygrywając 7:5, 6:4 – serwował osiem asów i wykorzystał trzy z jedenastu okazji na przełamanie. Altmaier trafił do głównej drabinki jako „szczęśliwy przegrany” z kwalifikacji.
Turniej w Bazylei potrwa do 1 listopada. Zwycięzca singla odbierze 500 punktów do rankingu ATP oraz czek na 483,3 tys. euro. Po nocy, która pogrzebała Djokovicia i Sheltona, w tej drabince nikt już nie powinien czuć się bezpiecznie.