„Zaraz po starcie 28-latek wpakował się w bolid Isacka Hadjara” – tak brzmiał opis pierwszych sekund wyścigu, które przesądziły o niedzielnym popołudniu George’a Russella na Autodromo Hermanos Rodriguez. Dla Brytyjczyka ten wyścig był rozczarowujący nie tylko sportowo. Zaraz po jego zakończeniu kierowca Mercedesa zniknął, nie pojawiając się w strefie mediów.
Russell ma 28 lat i jeździ dla Mercedesa. Przed startem sezonu 2026 mówiono o nim jako o murowanym kandydacie do tytułu – wszystko przez spodziewaną dominację niemieckiego zespołu. Wyszło inaczej. W walce o mistrzostwo lepszy okazał się Andrea Kimi Antonelli, Włoch, który przypieczętował sukces właśnie w niedzielę w Mexico City.
Sam wyścig posypał się Russellowi już na pierwszym okrążeniu. Brytyjczyk zderzył się z bolidem Isacka Hadjara zaraz po starcie, za co dostał karę 10 sekund. To wykluczyło go z walki o czołowe pozycje – ostatecznie dojechał do mety szósty. Mimo gorzkiego dnia Russell nie oszczędzał na gestach klasy – zaraz po wyjściu z bolidu pogratulował Antonellemu tytułu.
Nieobecność, która kosztowała zespół
To, co nastąpiło później, wywołało więcej pytań niż sam incydent na trasie. Regulamin jest tu jasny: każdy kierowca musi przejść przez strefę wywiadów telewizyjnych po wyścigu. Russell się tam nie pojawił. FIA może zwolnić kierowcę z tego obowiązku w wyjątkowych sytuacjach, na przykład z powodów zdrowotnych – tym razem jednak takiej zgody nie wydała.
Konsekwencje przyszły szybko. Sędziowie wszczęli oficjalne dochodzenie wobec Russella i Mercedesa, a zespół z Brackley ukarano kwotą 5 tys. euro za niesubordynację swojego kierowcy. Co właściwie stało za decyzją Russella o unikaniu mediów – tego Mercedes do dziś nie wyjaśnił.