Max Fricke, Brady Kurtz i Jack Holder zajęli całe podium Grand Prix Wielkiej Brytanii w Manchesterze. Zwyciężył Fricke, drugi był Kurtz, trzeci – Holder. Wszyscy trzej są Australijczykami, a Australia jest dopiero drugim krajem po Polsce, którego zawodnicy zajęli komplet miejsc na podium jednej rundy Grand Prix.
Dla Fricke’a był to trzeci triumf w cyklu Grand Prix. Wcześniej wygrywał w Toruniu w 2020 roku i w Warszawie w 2022 roku – na kolejne zwycięstwo musiał jednak czekać cztery lata. W pierwszym wyścigu w Manchesterze zajął ostatnie miejsce. Potem zmienił ustawienia motocykla, i w kolejnych pięciu startach nikt nie był w stanie go pokonać. „Po pierwszym biegu wprowadziłem zmianę. Zadziałała, a później mieliśmy już dobrą prędkość” – relacjonował Fricke w rozmowie z oficjalnym serwisem FIM Speedway. Finał dodatkowy, w którym Fricke przypieczętował triumf, odbył się w deszczu.
Dla trójki Australijczyków to coś więcej niż zwykłe podium. Fricke, Kurtz i Holder ścigają się ze sobą od dziewiątego roku życia. „Ścigamy się ze sobą od dziewiątego roku życia. Przez całe życie rywalizowaliśmy koło w koło”, przypomniał Fricke. „To naprawdę fajne widzieć, jak wszyscy się rozwijaliśmy i dotarliśmy na szczyt tego sportu. Stanąć razem na podium Grand Prix to coś wyjątkowego”, dodał.
Dwa trofea w rok
Manchester to nie odosobniony epizod. W październiku 2025 roku Australia wygrała Speedway of Nations w Toruniu, pokonując w finale Polskę. Rok później, 29 sierpnia 2026 roku, Australijczycy sięgnęli po Drużynowy Puchar Świata na Stadionie Narodowym w Warszawie, zdobywając 38 punktów – przed Danią z 30 punktami i Polską z 29. W tym zwycięskim składzie Kurtz zdobył 11 punktów, Ryan Douglas i Jason Doyle po 10, a Fricke dopisał do tego siedem.
Polska wciąż ma w swoich szeregach Bartosza Zmarzlika. Ale seria wyników Australijczyków – podium w Manchesterze, triumf w Toruniu, złoto na Narodowym w Warszawie – mówi sama za siebie: najpoważniejsze zagrożenie dla polskiej dominacji w żużlu przychodzi dziś zza oceanu.