Chicago Fire pokonało Colorado Rapids 4:2. Bohaterem wieczoru okazał się Robert Lewandowski – gol i asysta. Dla 38-letniego Polaka to był koniec postu, bo wcześniej przez osiem meczów nie potrafił trafić do siatki.
Ciekawe jest to, jak do tego doszło. Trener Gregg Berhalter na początek wysłał Lewandowskiego na ławkę. Polak wszedł na boisko dopiero przy 2:2 – i nie potrzebował wiele czasu, żeby odwrócić losy meczu.
W 74. minucie przyjął podanie od Philipa Zinckernagela, zwiódł bramkarza Nicholasa Hansena i wpakował piłkę do siatki. A tuż przed końcem regulaminowego czasu dołożył jeszcze jedno podanie – prostopadłe, prosto pod strzał Puso Dithejane, który ustalił wynik na 4:2.
Berhalter: wysiłek całego zespołu
Po końcowym gwizdku Berhalter nie szczędził słów uznania dla swojej drużyny. Jak cytuje go portal On Tap Sports Net: „Jestem bardzo dumny z dzisiejszego wysiłku zespołu”. To był, jak dodał, „wysiłek całego zespołu” – z naciskiem na zawodników wchodzących z ławki.
Szkoleniowiec zwrócił też uwagę na okoliczności, w jakich rozegrano ten mecz. Był to trzeci w ciągu tygodnia pojedynek na dużej wysokości. Rywali z Colorado opisał jako zespół grający bardzo agresywnie i przodujący w lidze pod względem pokonywanego dystansu – zarówno całkowitego, jak i w wysokiej intensywności czy podczas sprintów.
Chicago Fire zajmuje obecnie czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej MLS z 55 punktami i ma już zapewniony awans do fazy play-off. Lewandowski w tym sezonie ligowym ma na koncie siedem goli i cztery asysty.