Zespół z dna tabeli, po dwóch zmianach trenera i eliminacji z Ligi Konferencji, pokonuje 3:1 ekipę goniącą za klubowym rekordem. Jak to możliwe? Odpowiedzi szukać trzeba w ostatnim kwadransie meczu w Częstochowie, gdzie Pogoń Szczecin rozsypała się do dziewięciu zawodników, a Raków strzelił dwa gole w niecałe 20 minut.
Pogoń jechała do Częstochowy po kawałek historii. Zespół Oscara Garcii szukał szóstego zwycięstwa z rzędu w PKO Ekstraklasie — tyle wystarczyłoby, by wyrównać klubowy rekord z czasów po powrocie do elity w 2012 roku. Przed tą kolejką „Portowcy” byli trzeci w tabeli, a od inauguracji sezonu nie przegrali dziesięciu meczów z rzędu.
Raków przyjeżdżał na to spotkanie z zupełnie innego miejsca w tabeli. Przed kolejką zajmował ostatnią lokatę w PKO Ekstraklasie, a w dodatku wypadł z eliminacji Ligi Konferencji. W tym samym czasie klub dwukrotnie zmienił trenera: najpierw zwolnił Tomasza Kaczmarka, a na jego miejsce wrócił Dawid Szwarga, który tę ekipę prowadził już wcześniej. Jedynym promykiem nadziei przed tym starciem było niewielkie przełamanie wynikowe w STS Pucharze Polski.
Pierwsze minuty zdawały się potwierdzać różnicę klas między zespołami. Już w piątej minucie Darko Curlinov wykorzystał elegancko rozegraną akcję i strzałem ponad Tarikiem Kariciem dał Pogoni prowadzenie 1:0. Przy golu asystował Jan Biegański, a wcześniej piłkę przepuścił Jordi Sanchez. Najgroźniej w pierwszej połowie zrobiło się po uderzeniu Patryka Makucha z wrzutki po rzucie wolnym — to jednak nie uspokoiło trybun: po 30. minucie w Częstochowie odezwały się pierwsze gwizdy niezadowolonych kibiców.
W 40. minucie zrobiło się gorąco. Sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy po faulu Kellyna Acosty na Mahirze Emrelim, ale Lamine Diaby-Fadiga przestrzelił, posyłając piłkę wysoko nad poprzeczką. Wyglądało na to, że Raków zmarnował szansę na wyrównanie jeszcze przed przerwą.
Odwrócony scenariusz
Druga połowa zaczęła się od ciosu gospodarzy. Patryk Makuch trafił główką po dośrodkowaniu z prawego skrzydła od Mahira Emreliego, wyrównując na 1:1. Sędziowie długo sprawdzali, czy przy tej akcji nie było spalonego, ostatecznie gol uznano za prawidłowy.
Pogoń próbowała odpowiedzieć. W 68. minucie Jordi Sanchez trafił do siatki, ale gol anulowano z powodu spalonego, a dwie minuty później Sanchez niemal przelobował bramkarza Rakowa. Po kolejnym rzucie rożnym dla gospodarzy piłkę z linii bramkowej wybiła obrona Pogoni — szczecinianie bronili się, jak mogli.
Nic to nie dało. Od 73. minuty prowadził już Raków, 2:1 po golu Bogdana Racovitana, który główkował po dośrodkowaniu z lewego skrzydła od Ericka Otieno. Scenariusz wyjazdu odwrócił się o 180 stopni — w mieście, gdzie Raków od 1998 roku nie przegrał z Pogonią we własnym domu.
Końcówka meczu zmieniła się w kabaret dla gości. Pogoń dokończyła spotkanie w dziewięciu zawodnikach po dwóch czerwonych kartkach — czerwień obejrzeli Lukas Willen i Valentin Cojocaru. Po tych wykluczeniach w bramce stanął defensor Dimitris Keramitsis, który w doliczonym czasie gry przepuścił uderzenie Tomasza Pieńki, ustalając wynik na 1:3. Seria dziesięciu meczów Pogoni bez porażki się skończyła. Raków, mimo słabego otwarcia, zgarnął wszystkie trzy punkty.