Paweł Wąsek zdobył srebrny medal mistrzostw Polski w połowie października na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Sam wynik jednak zszedł na drugi plan w jego rozmowie z mediami przed startem sezonu Pucharu Świata 2026/2027 – ważniejsze okazało się to, kto stanął na podium razem z nim.
„Przyjeżdżając na mistrzostwa Polski, nie wiedziałem, jak będę się prezentował na tle innych zawodników. To był solidny występ, a szczególnie finałowy skok był bardzo fajny” – ocenił swój start Wąsek. Zwrócił jednak uwagę na coś istotniejszego: był jedynym medalistą konkursu indywidualnego urodzonym w XX wieku. Zawody wygrał 19-letni Kacper Tomasiak, a trzecie miejsce zajął 21-letni Klemens Joniak.
„Niestety czas szybko leci. Długo byłem tym najmłodszym, a teraz należę do starszych zawodników w kadrze. Myślę, że to bardzo dobre dla polskich skoków. Mamy młodzież, która się wybija. Miejmy nadzieję, że tej młodzieży będzie jeszcze więcej” – powiedział 27-letni Wąsek.
Przełomu w jego własnym sezonie nie było, ale solidność – tak. W klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix zajął 11. miejsce, startując w pięciu z siedmiu indywidualnych konkursów. Najlepsze rezultaty zanotował w rumuńskim Rasnovie, gdzie był drugi i dziewiąty. „Cieszę się, że w rywalizacji międzynarodowej też mogę być w czubie” – skomentował.
Gorzej wypadł finał letniego cyklu w Klingenthalu – Wąsek nie awansował do drugiej serii, podczas gdy Joniak był tam trzeci, a Tomasiak siódmy. W klasyfikacji Pucharu Narodów Polacy zajęli w Klingenthalu piąte miejsce. „To pokazuje, gdzie jesteśmy jako drużyna na arenie międzynarodowej” – podsumował Wąsek.
Cel: Falun i więcej niż szósta pozycja
Mistrzostwa świata odbędą się od 25 lutego do 7 marca 2027 roku w szwedzkim Falun i właśnie w tamten moment celuje Wąsek. „Chcemy trafić z najwyższą formą i walczyć o medale. Jest jeszcze trochę czasu, chcemy, żeby skoki dopracować do takiego poziomu, by tam jechać i myśleć o fajnych wynikach” – zadeklarował.
Punktem odniesienia jest zeszła zima, gdy Polacy zajęli szóste miejsce w Pucharze Narodów, wyprzedzając siódmych Finów zaledwie niewielką przewagą. Podium należało wtedy do Austriaków, Słoweńców i Japończyków. Sam Wąsek skończył sezon na 43. pozycji klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jest przekonany, że reprezentację stać na więcej. „Przede wszystkim chcę dobrze skakać i realizować ten plan, który mamy założony. Nie chcę mówić o wynikach. Zamierzam wykonywać swoją robotę najlepiej, jak potrafię” – zastrzegł.
Trzy tygodnie przed startem nowego sezonu Pucharu Świata skoczek widzi w swoich skokach jeszcze rezerwy. „Wyjście z progu nie zawsze funkcjonuje tak, jak byśmy chcieli. Jednak nawet gdy nie wszystko mi wyjdzie, to prędkość za bulą jest na tyle duża, że można odlecieć. To duży pozytyw” – opisał swoją formę.
Przy tej rozmowie o zmianie pokoleniowej pojawia się jeszcze jeden powrót – znanej twarzy. Stefan Horngacher w latach 2016-19 był pierwszym trenerem polskiej kadry, a potem przez siedem lat prowadził reprezentację Niemiec. W tym roku wrócił do Polskiego Związku Narciarskiego jako koordynator systemu szkolenia. Austriak czuwa nad przygotowaniem zawodników i ściśle współpracuje z głównym trenerem Maciejem Maciusiakiem. „Współpraca ze Stefanem przebiega bardzo dobrze. To wielki fachowiec. Widać, że wniósł do całej drużyny dobre nastawienie. Każdy z wiarą idzie w to, co robimy i miejmy nadzieję, że to przełoży się na dobre wyniki” – ocenił Wąsek.
Nowy sezon Pucharu Świata otworzy konkurs drużyn mieszanych 20 listopada w norweskim Lillehammer.