„Gdybyśmy się spotkali, a ja spóźniłbym się choćby minutę czy dwie, pewnie pokazałby mi zegarek i zapytał, czy wiem, jak on działa” – mówi ze śmiechem Kamil Semeniuk o punktualności, jakiej wymaga od swoich zawodników trener Nikola Grbić, choćby podczas reprezentacyjnych śniadań.
Przyjmujący reprezentacji Polski ma jednak powody, by o swoim selekcjonerze mówić z uznaniem. Latem Polacy sięgnęli po złoty medal mistrzostw Europy, pokonując w finale Francję. Semeniuk był częścią tego triumfu. Złoto mistrzostw Europy oznaczało przy tym coś więcej niż tylko medal na szyi – dzięki niemu reprezentacja Polski wywalczyła kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles.
Po powrocie z turnieju Semeniuk nie pojechał jednak na zasłużony urlop. Razem z żoną zrezygnował z wakacyjnego wyjazdu – czekały ich sprawy związane z przeprowadzką do Włoch. Zamiast tego świętował inaczej. W rodzinnym Kędzierzynie spotkał się z bliskimi, zorganizował grilla i tam, w gronie rodziny, przeżywał sukcesy kadry.
Mistrzostwa Europy to nie jedyny powód do radości w tym sezonie. Reprezentacja Polski obroniła tytuł mistrza Ligi Narodów, pokonując w finale Stany Zjednoczone po tie-breaku. Był też epizod trochę egzotyczny – towarzyski dwumecz z japońskim zespołem Suntory Sunbirds, w którym Polacy wygrali oba spotkania. W drużynie Japończyków zagrał Wassim Ben Tara, w minionym sezonie klubowy kolega Semeniuka. Po zakończeniu rywalizacji każdy z zawodników dostał pamiątkowy medal.
Od lidera do „dżokera”
Rola Semeniuka w kadrze zmieniła się jednak wyraźnie od czasów mistrzostw świata w 2022 roku, gdy był podstawowym zawodnikiem reprezentacji. Wtedy Wilfredo Leon nie wrócił jeszcze do pełni zdrowia, co wpływało na skład Grbicia. Dziś sytuacja wygląda inaczej: Leon jest w pełni dyspozycji trenera, świetną formę prezentuje też Tomasz Fornal, a to razem ograniczyło rolę Semeniuka do zmiennika.
Sam zawodnik nie ucieka od tego określenia. „Ostatnio rzeczywiście jestem takim dżokerem, który pojawia się na boisku w trakcie spotkania, czasem dosłownie na jedną piłkę, na zagrywkę czy do obrony” – opisuje swoją rolę.
Pogodzenie się z taką funkcją nie jest jednak proste. „Oczywiście czasami muszę zacisnąć zęby. Ambicja jest duża i chciałbym spędzać na boisku więcej czasu, częściej wychodzić w podstawowym składzie” – przyznaje szczerze Semeniuk. Mimo to deklaruje, że uznanie trenera Grbića znaczy dla niego więcej niż indywidualne nagrody.