Justin Gaethje, mistrz UFC wagi lekkiej, znów stał się tematem dyskusji o przyszłości swojej kariery. Amerykanin ma 37 lat, a w sporcie, gdzie młodość ciała bywa najważniejszą walutą, to wiek, przy którym pytania o to, ile walk jeszcze zostało, zadają się same.
Gaethje zaczynał przygodę z MMA w 2011 roku. Ponad piętnaście lat w oktagonach i klatkach – tyle wystarczyło, by zbić sobie reputację jednego z najbardziej wojowniczych zawodników swojej generacji.
Sam zainteresowany nie zamyka jednak drzwi do dalszej rywalizacji. Gaethje zapowiada, że najpewniej w 2027 roku ponownie zobaczymy go w klatce – to byłby kolejny rozdział kariery, nie jej zamknięcie.
Emerytura jako piękne zakończenie
To właśnie ta deklaracja wywołała falę komentarzy w środowisku MMA. Część głosów sugeruje, że obecny status mistrza wagi lekkiej byłby wymarzonym momentem, żeby pożegnać się ze sportem na własnych warunkach. 37 lat i piętnaście lat na macie – te dwa argumenty wracają w tej dyskusji najczęściej.
Ostateczna decyzja należy jednak do samego Gaethje. A on już zasygnalizował, w którą stronę patrzy. 2027 rok rysuje się jako kolejny przystanek, nie linia mety.