„Jeśli kiedykolwiek udałoby się odbudować most między mną a Daną, bardzo bym tego chciał” – mówi wprost Tito Ortiz, przyznając, że jego relacja z szefem UFC jest daleka od prostej.
51-letni Ortiz to postać, bez której historii UFC po prostu się nie opowie – znajduje się w Galerii Sław organizacji. Był zresztą menedżerem Dany White’a, jeszcze zanim ten objął stery największej promocji MMA na świecie. Dziś między nimi przepaść, choć kiedyś łączyło ich zdecydowanie więcej niż interesy.
Ortiz opowiedział o tym w programie „The Ariel Helwani Show”. Nie unikał trudnych pytań i przyznał wprost, że spora część winy leży po jego stronie. Taka szczerość to rzadkość u sportowca, który równie łatwo mógłby zrzucić całą odpowiedzialność na drugą stronę.
Korzenie konfliktu sięgają marca 2007 roku. Wtedy Ortiz i White stanęli naprzeciw siebie w walce bokserskiej. Starcie było bardziej symbolem niż sportowym wydarzeniem, ale to właśnie ono odmieniło ich relację – i już nigdy nie wróciło do dawnego stanu.
16 lat pracy i poczucie żalu
Ortiz nie kryje żalu, że lata poświęcone organizacji nie zostały docenione. „Nie powinienem martwić się o opłacenie rachunków po tym, jak przez 16 lat dawałem z siebie wszystko dla UFC i pomagałem tej organizacji dojść do miejsca, w którym znajduje się obecnie” – powiedział, przypominając o swoim wkładzie w to, gdzie dziś jest UFC.
Mimo tych pretensji była gwiazda oktagonu wciąż deklaruje chęć pojednania. Sam jednak szybko studzi nastroje – zna byłego przyjaciela zbyt dobrze, by liczyć na cud. „Ale znam Danę, on nie jest takim człowiekiem. Wiem, jaki jest i nie należy do takich ludzi” – ocenił, nie zostawiając wiele miejsca na złudzenia.
Konkretny przykład chłodu pojawił się przy okazji gali UFC 327 w Miami w kwietniu. Ortiz poprosił wtedy o jeden bilet. Odmówiono mu. To nie jest odosobniona sytuacja – jak twierdzi zawodnik, zaproszeń na gale UFC nie dostaje nigdy, mimo pozycji, jaką zajmuje w historii tej organizacji.
Choć chęć naprawy relacji deklaruje otwarcie, Ortiz równie jasno mówi, że sam nie zrobi w tym kierunku żadnego kroku. Pytanie, czy most między dwoma ludźmi, którzy wspólnie budowali fundamenty UFC, da się jeszcze odbudować, pozostaje więc otwarte.