„Jeśli walka o pas BMF ma polegać tylko na tym, by wyjść do klatki i okładać się nawzajem to szczerze mówiąc, bracie, zatrzymaj sobie ten pas. Zabierz go gdzie indziej. Ten pas nie jest dla mnie” – powiedział Charles Oliveira.
Brazylijczyk jest obecnie posiadaczem tytułu BMF. Sam jednak przyznaje, że nie czuje się jego naturalnym właścicielem, jeśli ma on sprowadzać się wyłącznie do bijatyki w stójce.
Pas trafił w jego ręce 7 marca, gdy zmierzył się z Maxem Hollowayem. Zamiast efektownej wymiany ciosów, Oliveira zdominował Hawajczyka w parterze – i właśnie tam odebrał mu tytuł BMF. Do tamtego wieczoru walki o ten pas kojarzyły się fanom przede wszystkim z twardymi starciami na nogach.
Wszechstronność zamiast wymiany ciosów
Oliveira nie zamierza dopasowywać swojego stylu do wizerunku, jaki narosł wokół pasa BMF. „Jestem zawodnikiem MMA. Jestem wszechstronnym zawodnikiem” – podkreślił Brazylijczyk. Liczy się dla niego skuteczność, nie spektakl zbudowany wyłącznie na wymianie ciosów w stójce.
Prawdziwym celem byłego mistrza wagi lekkiej pozostaje jednak odzyskanie pasa mistrzowskiego tej kategorii. Zanim do tego dojdzie, musi najpierw obronić pas BMF. Zrobi to 12 grudnia w Las Vegas, gdzie zmierzy się z Diego Lopesem – walka odbędzie się w ramach gali UFC 335.