„Walka nie potoczyła się po mojej myśli. Miałem wiele oczekiwań, wyjść tam i go znokautować” – napisał Joaquin Buckley po tym, jak na gali UFC w Kanadzie przegrał z Mikiem Malottem. Amerykanin został znokautowany kolanem, a sam nokaut miał brutalny charakter.
To była już trzecia przegrana Buckleya z rzędu. Do walki z Malottem przystępował po dwóch wcześniejszych porażkach, więc presja przed starciem w Kanadzie była ogromna. Napięcie było widoczne jeszcze przed gongiem – na ważeniu 32-letni zawodnik nie podał ręki szefowi UFC Danie White. Wywiadów przed galą zresztą nie udzielał żadnych.
Do oktagonu wchodził jako numer 10. rankingu kategorii półśredniej UFC, z bilansem zawodowym 21-9 w MMA. Na swoim koncie ma zwycięstwa nad Colbym Covingtonem, Stephenem Thompsonem i Vicente Luque – nazwiska, które pokazują, na jakim poziomie potrafił rywalizować. Aż 15 z jego 21 wygranych walk zakończyło się przez nokaut albo techniczny nokaut, co uczyniło go jednym z najbardziej widowiskowych zawodników dywizji. W UFC stoczył 18 pojedynków, a jego bilans w organizacji to 11-7.
Reakcja w mediach społecznościowych
Po powrocie z Kanady Buckley odezwał się do fanów za pośrednictwem swoich kanałów społecznościowych. „Koniec końców, ludzie otrzymali rozrywkę, podobało im się widowisko i wierzę, że mój występ ściągnął więcej widzów” – napisał, odnosząc się do przebiegu starcia z Malottem.
„Niezależnie od tego co ludzie mówią, ja idę do przodu. Nie będę się chował. Pokażę wam co potrafię, co buduję – jestem zawodnikiem, który walczy” – zadeklarował Buckley.
Zdradził też, co planuje poza oktagonem w najbliższym czasie. „Jest jeszcze kilka rzeczy, które planuję – pomogą mi one w tworzeniu przeze mnie treści” – napisał, dodając, że zamierza podróżować po różnych miejscach, trenować i pracować. Jak podkreślił, wszystko to ma służyć dalszemu rozwojowi jako zawodnika.