Grudzień 2024 roku. Shavkat Rakhmonov wychodzi z oktagonu niepokonany, po zwycięstwie na punkty z irlandzkim rywalem. Wtedy nikt by nie zgadł, że minie ponad dwa lata, zanim kibice zobaczą go znowu w klatce.
Bilans wciąż robi wrażenie: 19-0, jeden z najlepszych w całej wadze półśredniej UFC. Tyle że od tamtej grudniowej walki Rakhmonov nie stoczył ani jednej kolejnej. Federacja usunęła go z rankingów właśnie przez tę przerwę. Sam zawodnik mówi wprost — do rywalizacji wróci dopiero na początku 2027 roku.
W międzyczasie w wadze lekkiej i półśredniej zrobiło się gorąco. W listopadzie 2025 roku Islam Makhachev oddał pas mistrza kategorii lekkiej i przeniósł się wagę wyżej. Prosto tam, gdzie od lat rządzi Rakhmonov — niepokonany, ale nieaktywny pretendent.
Powrót po dwóch latach przerwy?
Decyzja Makhacheva otworzyła nowe rozdanie w wadze półśredniej. I choć Rakhmonov nie walczył od grudnia 2024, zaczął głośno mówić o starciu o tytuł. Odważna deklaracja jak na kogoś, kto z rankingów wypadł właśnie przez bezczynność. Sam zainteresowany zapowiada jednak powrót do oktagonu dopiero na początku 2027 roku — czyli na nowy układ sił w wadze poczeka znacznie dłużej, niż sugerowałaby sama data jego ostatniej walki.
Na papierze 19-0 wciąż imponuje. Pytanie brzmi inaczej: czy w 2027 roku ten bilans będzie robił na federacji i kibicach takie samo wrażenie, jak w grudniu 2024, gdy Rakhmonov ostatni raz stanął w klatce.