„Adaś przede wszystkim powinien zdać sobie sprawę z tego, że ma talent, że ma wszystko, ale musi zadbać też o swoje żywienie, bo czasami widzę, jak je takie gówniane rzeczy i po prostu ja wiem, jakie to jest ważne, bo już dawno stamtąd wracam” — tak Artur Szpilka opisał sytuację Adama Soldaeva w programie „Klatka po klatce”.
Te słowa padły nie bez powodu. Chwilę wcześniej na gali XTB KSW 122 Soldaev pokonał Mateusza Makarowskiego, a cała walka wywołała sporo komentarzy. Zestawiono ją w kategorii lekkiej, choć do tej pory Soldaev walczył w piórkowej. Powód? Prosty — zawodnik nie zrobił wymaganej wagi. I nie był to pierwszy taki przypadek, bo z redukcją nie zdążył już wcześniej.
Szpilka nie jest tu przypadkowym komentatorem z zewnątrz. Trenuje z Soldaevem na tej samej macie w Warszawskim Centrum Atletyki, więc o jego problemach mówi z bliska, nie z trybuny. I choć słowa są krytyczne, uznania dla kolegi z klubu mu nie żałuje — powtarza, że Soldaev to bardzo utalentowany zawodnik.
„Wszystkie kontuzje to wynik tego jedzenia”
Najmocniej Szpilka uderzył, gdy mówił o źródle problemów zdrowotnych kolegi z klubu. Bez owijania w bawełnę: „Wszystkie kontuzje to jest wynik tego jedzenia”. Dodał przy tym, że zaniedbany bywa też odpoczynek: „Odpoczynek, to też jest ważne, bo Adaś czasami przychodzi zaspany na pierwszy trening”.
Mimo tych zarzutów były pięściarz nie ma żadnych wątpliwości co do potencjału Soldaeva. „Adaś ma kowadło i jest młodym zawodnikiem” — zauważył, dając do zrozumienia, że z siłą i wytrzymałością nic tu nie jest problemem. Schody zaczynają się gdzie indziej. „Na tym najwyższym poziomie właśnie te małe detale będą decydowały, a Adaś jest na tym najwyższym poziomie” — podsumował Szpilka.
I to właśnie na tym najwyższym poziomie Soldaev już raz przegrał — przez detale, które z dietą czy snem nie miały nic wspólnego. W przedostatnim pojedynku zmierzył się z Patrykiem Kaczmarczykiem o tymczasowy pas mistrzowski kategorii piórkowej i przegrał przez poddanie. Dlatego słowa Szpilki brzmią mniej jak jednorazowa uwaga po wpadce, a bardziej jak przestroga oparta na sygnałach, które powtarzają się od dawna.