„On musi szczerze wierzyć, że oszukiwałem, bo inaczej jak mógłby chcieć walczyć ze mną ponownie? Przecież zmasakrowałem mu twarz” – takimi słowami Justin Gaethje odpowiedział na antenie programu Flagrant na oskarżenia Ilii Topurii.
Historia zaczyna się w czerwcu 2026 roku. Podczas gali UFC rozgrywanej przed Białym Domem Gaethje brutalnie rozprawił się z Topurią i zabrał mu mistrzowski pas wagi lekkiej. Dla Hiszpana była to pierwsza porażka w karierze. Starcie skończyło się dla niego złamaniem kości oczodołu – do piątej rundy już nie wyszedł.
Miesiące później Topuria dał znać, że wraca do gry. Na X napisał, że przeszedł ostateczne badania medyczne i jest znów w formie. Nie obyło się bez przytyku pod adresem sceptyków: „Do wszystkich klaunów, którzy przez cały ten czas gadali bzdury i spisywali mnie na straty, oto jestem. Teraz zobaczymy, kto ma jaja. Dzięki wszystkim za wsparcie”.
W tym samym wpisie poszedł jednak o krok dalej. Zasugerował, że przy rewanżu ktoś powinien dokładniej przyjrzeć się sprzętowi rywala: „Następnym razem dopilnuję, żeby sprawdzili rękawice Justina, żeby nie nałożył na nie niczego podejrzanego. Do zobaczenia wkrótce”.
Gaethje: on musi wierzyć, że oszukiwałem
Mistrz nie zostawił tego bez odpowiedzi. W programie Flagrant odparł zarzuty, uznając je za jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie Topuria mógł sobie ułożyć po tak dotkliwej porażce. Nie poprzestał zresztą na obronie własnej reputacji – przy okazji podważył sens startów Hiszpana w wadze lekkiej w ogóle. „Nie uważam, żeby był zawodnikiem wagi lekkiej. Uważam, że powinien zejść niżej” – stwierdził.
Poszedł jeszcze dalej, kreśląc scenariusz na przyszłość swojego rywala. Jego zdaniem Topuria mógłby pokonać Alexandra Volkanovskiego i odzyskać pas mistrza wagi piórkowej. Mistrzostwa w wadze lekkiej, jak twierdzi Gaethje, Hiszpan już nigdy nie zdobędzie. Warto pamiętać, że do kategorii lekkiej Topuria trafił właśnie po tym, jak rządził w piórkowej jako jej mistrz.