Pierwsza runda wisiała na włosku. Roberto Soldić, w debiucie dla UFC, ledwo utrzymał się na nogach po ciosie Khaosa Williamsa i mógł wtedy stracić wszystko. Ostatecznie Chorwat odpowiedział zwycięstwem na gali UFC 332 w Salt Lake City, w walce, która była jego pierwszym występem w organizacji.
Przed pojedynkiem Soldić miał na koncie bilans 22 zwycięstw i 4 porażek. Po drugiej stronie klatki stał Khaos Williams z bilansem 16-6. Na papierze starcie wyglądało wyrównanie, a pierwsza runda szybko to potwierdziła — i to z nawiązką.
Williams trafił Soldicia mocnym ciosem, po którym Chorwat na moment stracił równowagę. Kolejne uderzenia rywala przewróciły go na matę. Debiutant nie wpadł jednak w panikę. Minutę przed końcem pierwszej rundy obalił Williamsa pod siatką i to wystarczyło, by odwrócić przebieg starcia w kluczowym momencie.
Przewaga w drugiej i trzeciej rundzie
Druga runda należała już wyraźnie do byłego gwiazdora KSW. Soldić zaczął przeważać i kilka razy trafił rywala high kickami, po czym przeniósł walkę do parteru, gdzie zadawał łokcie na głowę Williamsa. W trzeciej rundzie szedł tym samym tropem — mieszał kolejne high kicki z silnymi uderzeniami na korpus i głowę. Na dwie minuty przed końcem walki sprowadził ją do parteru po haczeniu i próbował wpiąć się za plecy przeciwnika.
Werdykt sędziów nie pozostawił wątpliwości, kto zasłużył na zwycięstwo. Walkę zakończono decyzją na korzyść Roberto Soldicia — jeden z sędziów wypunktował ją 29-28, dwaj pozostali 29-27. Co ciekawe, dwaj z trzech arbitrów przyznali mu drugą rundę w stosunku 10-8 — liczby, które najlepiej oddają, jak wyglądała jego dominacja po tak trudnym starcie.
Dla kibiców śledzących karierę Soldicia taki wynik nie powinien być zaskoczeniem. To były mistrz KSW w kategorii półśredniej oraz średniej, przyzwyczajony do walk na najwyższym poziomie. Debiut w UFC, mimo niepewnego początku, potwierdził jedno: „RoboCop” wciąż ma argumenty, by rywalizować z najlepszymi.