Jak Iwo Baraniewski stracił miejsce w rankingu UFC, mimo że nie przegrał żadnej walki? Odpowiedź nie leży w oktagonie, tylko w suchej matematyce rankingów.
Polak znalazł się nagle poza notowaniem kategorii do 205 funtów, czyli wagi półciężkiej. To zaskakujący obrót spraw jak na zawodnika, który w UFC wystartował z hukiem — kontrakt wywalczył podczas Dana White’s Contender Series, kończąc walkę nokautem po zaledwie 20 sekundach. Później było równie widowiskowo: Austen Lane przetrwał z Polakiem tylko 28 sekund.
Baraniewski wciąż może pochwalić się nieskazitelnym bilansem zawodowym — 9 wygranych, 0 przegranych, w tym trzy efektowne zwycięstwa pod szyldem UFC. Kłopot w tym, że ranking rządzi się własnymi prawami. I akurat te obróciły się przeciwko niemu.
Kto wypchnął Polaka z notowania
Za degradacją nie stoi żaden wynik samego Baraniewskiego, lecz ruch innego zawodnika. Sklasyfikowany dotąd na 15. miejscu Holender zadebiutował w kategorii do 93 kilogramów, czyli wagi półciężkiej — i to właśnie ten transfer wypchnął Polaka poza pierwszą piętnastkę. Debiut Holendra wypadł imponująco: pokonał Romana Dolidze przez techniczny nokaut już w pierwszej rundzie. Ten wynik dał mu awans na 10. miejsce w rankingu.
Dla Baraniewskiego oznacza to, że mimo kompletu zwycięstw musi teraz wywalczyć powrót do elity od nowa. 19 września podczas gali UFC 331 Polak stanie w oktagonie, by odzyskać utracone miejsce w rankingu. Rywalem będzie zawodnik zajmujący obecnie 13. pozycję w kategorii półciężkiej.
Stawka starcia jest więc jasna — zwycięstwo nad przeciwnikiem z pierwszej piętnastki od razu przywróci Baraniewskiego do rankingowej gry. Być może nawet na wyższej pozycji, niż ta, którą właśnie stracił.