Justin Gaethje wciąż jest mistrzem UFC wagi lekkiej. Pas przypieczętował na gali w Białym Domu, zatrzymując tam Ilię Topurię – i to była pierwsza porażka Hiszpana w zawodowej karierze MMA.
Po tej walce Topuria zaczął mówić, że Gaethje manipulował rękawicami przed starciem. Amerykanin odniósł się do tego w podcaście FLAGRANT i odrzucił oskarżenia bez cienia wątpliwości. Rewanżu jednak Hiszpanowi nie da. Zamiast tego wskazał zupełnie innego kandydata do pasa.
Nie owija w bawełnę, gdy pytają go o przyszłość Topurii w wadze lekkiej. Uważa po prostu, że Hiszpan jest za mały na tę kategorię. „On naprawdę musi wierzyć, że oszukiwałem, bo jeśli nie, to jak mógłbym zrobić to ponownie? Zniszczyłem mu twarz. W ogóle to nie sądzę, żeby był zawodnikiem wagi lekkiej. Uważam, że powinien zejść niżej” – powiedział mistrz.
Wagą piórkową, nie lekką
Miejsce Topurii, zdaniem Gaethje, jest w piórkowej – tam mógłby powalczyć o pas z Alexandrem Volkanovskim. „Myślę, że może pokonać Alexandra Volkanovskiego i zostać mistrzem wagi piórkowej. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek został mistrzem wagi lekkiej” – ocenił Amerykanin.
Poszedł nawet o krok dalej i wymienił z nazwiska zawodników wagi lekkiej, z którymi Hiszpan miałby po prostu problem. „Nie pokona Armana Tsarukyana. Będzie miał trudną przeprawę z Paddym Pimblettem. Jest tu mnóstwo świetnych zawodników” – stwierdził mistrz.
Bo to Tsarukyan, nie Topuria, ma być kolejnym rywalem Gaethje w walce o pas. „To nie jest tak, że nie chcę walczyć z Armanem. Naprawdę nie. On jest następny w kolejce. Jeśli i kiedy będę bronił tego mistrzostwa, to właśnie z nim zawalczę” – zadeklarował Amerykanin.
Gaethje nie ukrywa też, że lata w klatce robią swoje – i to tłumaczy jego podejście do wyboru rywali. „Mam jednak 37 lat” – zaznaczył. Karierę zawodową zaczynał w 2008 roku, a licząc razem z walkami amatorskimi, ma ich na koncie już 40.