Już w nadchodzący weekend Tomasz Narkun zmierzy się z Danielem Škvorem w organizacji OKTAGON. To pojedynek Polaka z Czechem, który walczy niemal wyłącznie pod jednym szyldem – z piętnastu dotychczasowych starć tylko jedno stoczył poza OKTAGON-em.
Formę ma znakomitą. Cztery zwycięstwa z rzędu, i to wszystkie przed czasem, bez oddawania sprawy w ręce sędziów punktowych. Na papierze taka seria robi wrażenie i nakazuje traktować Czecha poważnie – niezależnie od tego, jak wygląda jego styl w trudniejszych momentach.
A te momenty się zdarzały. W walce z Irlandczykiem Willem Fleury Škvor oddał plecy i pozwolił rywalowi na dosiad – Fleury przez długie minuty dosłownie czołgał go po macie. To nie był odosobniony epizod. W pewnym momencie Fleury usadził Czecha na tyłek, co dobrze pokazuje, że w parterze Škvor bywa podatny na kłopoty. Był też nokdaun, którego doznał od zawodnika o nazwisku Soussis.
Charakterystyczny styl i słaby punkt w parterze
Mocną stroną Czecha pozostaje gra na dystans. Chętnie i często sięga po kopnięcia frontalne, tzw. tipy, które stały się jego rozpoznawalnym znakiem firmowym. W arsenale ma też duszenie gilotynowe, którym potrafi zaskoczyć rywali wchodzących w jego strefę kopnięć. Kłopot w tym, że ta sama skłonność do seryjnego kopania bywa używana przeciwko niemu samemu – w starciu z zawodnikiem Alsiną wykonał pięć kopnięć frontalnych z rzędu, zanim przeciwnik złapał mu nogę i przewrócił go na matę.
Dla Narkuna to starcie ma dodatkowy ciężar gatunkowy. Poprzednim rywalem Polaka był Alexander Poppeck, a sam jego występ w tamtej walce oceniono jako bardzo słaby. Teraz bukmacherzy wyceniają szanse Narkuna na zwycięstwo kursem 3.00 – liczba sugerująca rolę lekkiego outsidera, choć niewykreślająca go z gry, zwłaszcza biorąc pod uwagę defensywne słabości Czecha w parterze.