Josh Hokit nie odpuszcza. Niepokonany zawodnik wagi półśredniej, bilans 10 zwycięstw i 0 porażek, od dłuższego czasu domaga się pojedynku z Alexem Pereirą. Głośno o tym pomyśle zrobiło się ponownie w czerwcu, na gali UFC Freedom 250, gdzie Hokit znokautował Derricka Lewisa. To dziesiąte zwycięstwo z rzędu w jego karierze.
Pereira to jednak zupełnie inna liga. Obecnie legitymuje się bilansem 13 zwycięstw i 4 porażek i jako pierwszy w historii UFC walczył o trzy pasy mistrzowskie w trzech różnych kategoriach wagowych. Zestawmy to z dorobkiem Hokita – zaledwie cztery walki w UFC, choć wciąż bez porażki – i od razu widać, czemu temat wraca jak bumerang.
Hokit nie gryzie się w język
Amerykanin pewności siebie ma pod dostatkiem, a jego wypowiedzi celują prosto w największe nazwiska dywizji. Nie oszczędził mistrza BMF Charlesa Oliveiry ani dwukrotnego mistrza i lidera rankingu pound-for-pound Islama Makhacheva.
„Mam dość patrzenia, jak ci mali obwąchiwacze krocza tylko obalają rywali i przytrzymują ich na ziemi, a ludzie i tak nazywają ich BMF-ami albo najlepszymi zawodnikami bez względu na kategorię wagową”.
Taki styl w połączeniu z niepokonanym rekordem przynosi mu porównania do Conora McGregora. Efekt? Miejsce w czwórce rankingu medialnego UFC.
Odezwał się też Glover Teixeira, były mistrz UFC i mentor Pereiry – i nie zostawił suchej nitki na roszczeniach Hokita. „[Josh Hokit] dużo gada… niech tam pojedzie i go znokautuje, i wróci na szczyt” – powiedział Teixeira. Jego słowa przytoczył Ariel Helwani we wpisie opublikowanym 18 sierpnia 2026 roku na Twitterze.
Oficjalnego terminu starcia wciąż nie ma – ani ze strony Hokita, ani obozu Pereiry. Ale sam fakt, że temat odbija się echem w wypowiedziach ludzi z otoczenia mistrza, sugeruje coś więcej niż tylko medialną prowokację Amerykanina.