Po dziesięciu minutach tablica świetlna pokazywała 34:23 dla Energa Trefla Sopot – to była najwyższa przewaga gości w całym meczu. W tamtym momencie nikt w hali nie postawiłby na to, że Sopocianie zejdą z parkietu pokonani. A jednak AMW Arka Gdynia odwróciła losy derbów Trójmiasta i wygrała 96:82 – to już trzecie zwycięstwo z rzędu w tej lokalnej rywalizacji w PGE Basket Lidze.
Przebieg spotkania przypominał jazdę kolejką górską. Pierwsza kwarta należała do gości (21:26 dla Sopotu), ale zespół Mantasa Cesnauskisa odpowiedział serią punktów i wygrał drugą część gry 29:21. Trzecia odsłona (17:14) i czwarta (29:21) tylko potwierdziły, że inicjatywa przeszła całkowicie na stronę Gdynian. W pewnym momencie przewaga AMW Arki sięgnęła nawet 18 punktów.
Stein i Garbacz rozstrzygają derby
Największy wpływ na wynik miał Alex Stein – 25 punktów, sześć zbiórek, pięć asyst. Amerykanin trafił 10 z 15 rzutów z gry. Taka skuteczność w derbowym meczu o tej intensywności zdarza się rzadko. Obok niego błyszczał Jakub Garbacz, autor aż siedmiu trójek, który skończył spotkanie z 26 punktami na koncie.
Cała ekipa z Gdyni grała skutecznie i zespołowo. 13 trafionych rzutów za trzy punkty, 20 asyst, 58 procent skuteczności z gry – te liczby tłumaczą, jak drużyna odrobiła dziesięciopunktową stratę. Punkty dla AMW Arki dodali również Kasper Suurorg (10), Kamil Łączyński (8), Shiloh Robinson (7), Jake O’Neil (4) i Jaquan Lawrence (3). Filip Kowalczyk nie trafił do kosza.
Dzięki temu zwycięstwu AMW Arka Gdynia stała się drugą drużyną w tym sezonie – po MKS-ie Dąbrowa Górnicza – która wygrała swój drugi mecz rozgrywek.
Sopot bez odpowiedzi w drugiej połowie
Po stronie Energa Trefla Sopot liderem był Jakub Schenk – 23 punkty, osiem asyst, pięć zbiórek. W podkoszowej rywalizacji mocno zaznaczył się też Mate Vucić, który zakończył mecz z 13 punktami i 12 zbiórkami. Resztę punktów dla Sopocian dorzucili Stefan Simanic (15), Trey Anderson (14), Perttu Blomgren (10), Szymon Kiejzik (6), Szymon Zapała (5), Carter Gilmore (3), Kacper Marchewka (3) i Tobias Rotegard (3). Karol Prochorowicz, David Twigg i Filip Łącz nie wpisali się na listę strzelców.
Nie wszystkim jednak te derby wyszły na dobre. Carter Gilmore zaliczył słaby debiut w nowych barwach, a Szymon Zapała przez większość meczu pozostawał na parkiecie niemal niewidoczny. I właśnie ten brak wsparcia dla Schenka i Vucicia w kluczowych momentach otworzył Gdynianom drogę do kolejnego triumfu w derbowej serii.