Jak w ogóle trafić wszystko, mając 38 lat i grając w lidze, w której roi się od dwudziestoletnich atletów? Stephen Curry dał odpowiedź w Minneapolis – stuprocentowa skuteczność z linii rzutów wolnych i Golden State Warriors znowu na zwycięskiej ścieżce.
Sezon Warriors zaczął się od trzech porażek z rzędu, więc powodów do uśmiechu było mało. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Po wygranej 119:114 z Minnesotą Timberwolves to już drugie zwycięstwo z rzędu. Curry, mający 38 lat, zapisał na koncie 44 punkty. Z gry trafił 11 z 27 prób, w tym 6 z 16 za trzy punkty, a z linii rzutów wolnych nie pomylił się ani razu – 16 na 16. Do tego osiem zbiórek i sześć asyst.
Minnesota wyszła na parkiet w osłabieniu. Zabrakło Anthony’ego Edwardsa, określanego jako lider zespołu. LaMelo Ball z presją Warriors sobie nie poradził – osiem punktów, 3 z 11 z gry. Za to po drugiej stronie błysnął debiutant. Yaxel Lendeborg w swoim pierwszym występie w NBA od razu zanotował 26 punktów i dziewięć zbiórek. Do bilansu dopisał też siedem strat i po meczu skwitował to krótko: „Nabierałem się na ich pułapki”.
Giannis przerywa serię porażek, Lakers wygrywają derby
W Miami kłopot był innej natury – zespół z Giannisem Antetokounmpo w składzie przegrał cztery pierwsze mecze sezonu 2026/2027. W środę coś pękło. Heat zanotowali pierwsze zwycięstwo w tej kampanii, rozbijając na wyjeździe Atlantę Hawks 129:117. Grający dla Miami Grek, Antetokounmpo, dopisał do swojego konta 24 punkty i 18 zbiórek. Tyle samo punktów, również 24, dodał Bam Adebayo.
Swoje rozstrzygnięto też w Los Angeles, gdzie doszło do drugich w tym sezonie derbów miasta. Lakers wygrali je po raz drugi, triumfując 103:87 – i to bez Luki Doncicia w składzie. O blasku ekipy z Hollywood zdecydowali Quentin Grimes, autor 23 punktów, i Collin Sexton, który z ławki rezerwowych dołożył 21 oczek.