„SIG Strasbourg, czyli ósma drużyna ostatniego sezonu w lidze francuskiej, znokautowała we wtorek Legię na własnym parkiecie 100:62” — ten wynik mówi sam za siebie. Mistrz Polski wrócił z Alzacji z najwyższą porażką w dopiero rozpoczynającej się kampanii Ligi Mistrzów koszykarzy.
Mecz grupy B rozegrano we wtorek na parkiecie SIG Strasbourg. Francuski klub, w minionym sezonie ósmy w lidze krajowej, nie dał warszawianom żadnych szans. Już po dwóch kwartach na tablicy świecił wynik 33:47 dla gospodarzy, a w drugiej połowie przewaga tylko się powiększała.
Rozbicie na kwarty mówi wszystko: 21:15, 26:18, 28:17 i 25:12 dla Strasbourga. Trzecia i czwarta odsłona, w których Legia powinna szukać ratunku, wyszły najboleśniej — właśnie wtedy Francuzi zbudowali przepaść punktową i zamknęli mecz różnicą 38 punktów.
Katastrofa za linią i przy linii rzutów wolnych
Statystyki rzutowe warszawskiego zespołu tłumaczą rozmiar porażki. Legia trafiła tylko 6 z 25 prób za trzy punkty — skuteczność poniżej 25 procent z dystansu. Do tego przez cały mecz oddała jedynie 9 rzutów wolnych. Przy 40 minutach gry to liczba, która mówi wprost: zero agresji w ataku, pełna dominacja rywala pod koszem.
Po drugiej stronie parkietu Strasbourg strzelał jak z nut. 38 z 67 rzutów z gry, 57 procent skuteczności — w europejskim pucharze taki wynik zdarza się rzadko i praktycznie zawsze kończy się pogromem.
W drużynie Legii najlepszym strzelcem był Kristers Zoriks z 13 punktami, a tuż za nim Arguster Daniels z 12. Żaden z nich nie zdołał jednak przełamać impasu, gdy Francuzi odskakiwali na ponad 30 punktów przewagi.
U gospodarzy show dał Gregg — 19 punktów — wspierany przez N’Doye i Handsa, którzy dopisali do protokołu po 15 oczek każdy. Trójka strzelców rozłożyła ciężar punktowy tak równo, że Legia do końca nie wiedziała, kogo kryć ostrożniej.
Dla SIG Strasbourg to powrót do europejskich pucharów po dwóch latach przerwy — i wraca z zębem. W ostatnich play-offach francuskiej ligi klub odpadł w ćwierćfinale z Paris Basketball, a za całym projektem stoi budżet przekraczający 7 milionów euro. To stawia Francuzów w zupełnie innej lidze finansowej niż większość rywali w grupie.
Legia Warszawa gra w grupie B Ligi Mistrzów razem z Ciboną i Galatasarayem. Bilans po pierwszej kolejce jest brutalny. Mistrz Polski musi szybko zapomnieć o Strasbourgu, jeśli ma realnie liczyć się w walce o awans z tej grupy.