„Duża lekcja dla nas” — powiedział po meczu Szymon Zapała, środkowy Energa Trefla Sopot. I lekcja wyjątkowo bolesna, bo Dziki Warszawa rozbiły gospodarzy 102:63 w 1. kolejce PGE Basket Ligi.
Różnica na koniec meczu wyniosła 39 punktów. Taki wynik trudno zrzucić na zwykły lepszy dzień jednej ze stron. Zapała nie szukał wymówek — przyznał, że Dziki zagrały z bardzo dużą agresywnością, a jego zespół oddał rywalom aż 20 zbiórek w ataku. „20 zbiórek rywali w ataku? To jest niedopuszczalne” — ocenił, zapowiadając, że z tego meczu trzeba wyciągnąć jak najwięcej.
Dla sopockiego zespołu był to wieczór podwójnie trudny. Na ławce trenerskiej zadebiutował Krzysztof Roszyk, a do tego Energa Trefl musiał grać bez Michała Michalaka, który nie wystąpił z powodu absencji. Roszyk nie owijał w bawełnę po pierwszym spotkaniu w nowej roli. „Dziki w pełni zasłużenie odniosły zwycięstwo. Zdominowali nas fizycznie w każdym aspekcie gry” — powiedział.
Liczby, które mówią wszystko
Statystyki warszawskiej drużyny czytają się jak podręcznikowy popis gry zespołowej. 12 przechwytów, 20 zbiórek w ataku i 26 asyst — same te liczby wyjaśniają, skąd wzięła się 39-punktowa przewaga. Najlepszym zawodnikiem na parkiecie okazał się Quanterrius Jackson.
Michał Krasuski dopisał do tego 10 punktów, trzy zbiórki i dwa przechwyty. Jego samego bardziej niż własny wynik ucieszyła kolektywna gra kolegów. „26 asyst bardzo cieszy. To gra całego zespołu. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani przez sztab” — mówił po meczu. Zwrócił też uwagę na szerszy kontekst formy Dzików. „Przez dwa miesiące mieliśmy bardzo dużo meczów i jako drużyna cały czas rośniemy” — podsumował.
Za sukcesem Dzików stoi włoski trener Marco Legovich. Po meczu nie krył satysfakcji, choć zaznaczał też respekt dla rywala. „Pomimo faktu, że wiedzieliśmy o problemach rywali ze składem, to mieliśmy bardzo dużo szacunku do zespołu z Sopotu. Przewagę dała nam energia” — powiedział. Dodał, że to, co jego zespół pokazał na parkiecie, było efektem całotygodniowej pracy. „Pokazaliśmy na parkiecie dokładnie to, co przygotowywaliśmy, co zakładaliśmy i nad czym pracowaliśmy przez cały tydzień” — stwierdził.
Na odpoczynek po takim występie nie ma jednak czasu. Już 6 października Dziki Warszawa zagrają na wyjeździe z estońskim Tartu Ulikool Maks & Moorits, debiutując w rozgrywkach FIBA Europe Cup.