Po pierwszej kwarcie tablica wyników nie zapowiadała jeszcze katastrofy. Wystarczyła jednak druga odsłona, w której rywale z Czarnogóry rzucili o 15 punktów więcej od Śląska, i ten fragment w zasadzie przesądził losy meczu. Wrocławianie, wracający do europejskich pucharów, we własnej hali przegrali z KK Budućnost Voli Podgorica 75:99.
To był pierwszy mecz 18-krotnych mistrzów Polski po powrocie do rozgrywek EuroCup. Zamiast efektownego otwarcia przyszła bolesna lekcja. W drugiej połowie przewaga gości urosła aż do 18 punktów — i to była przepaść, której gospodarze już nie zasypali.
Dużo mówią same statystyki rzutowe. Śląsk trafił zaledwie 7 z 19 prób za trzy punkty i 10 z 17 rzutów wolnych. Z takimi liczbami przeciwko doświadczonej drużynie z Podgoricy o wygraną trudno było nawet marzyć.
Franco: bez wymówek
Szkoleniowcem wrocławian jest Izraelczyk Danny Franco. Po meczu nie szukał usprawiedliwień, choć na okoliczności przygotowań zwrócił uwagę. „Wielu zawodników dołączyło do nas późno” — przyznał.
Mimo to za kalendarzem transferowym chować się nie zamierzał. „Nie ma jednak co szukać wymówek, bo nikt w EuroCupie czy polskiej lidze nie będzie na nas czekać” — podkreślił Franco.
„Pozwoliliśmy rywalom odskoczyć na 18 punktów”.
Na poprawę nastrojów kibice poczekają do niedzieli. 4 października Śląsk zainauguruje sezon 2026/2027 w PGE Basket Lidze, grając na wyjeździe z AMW Arka Gdynia.