Bilans 20-62 mówi sam za siebie. Brooklyn Nets zamknęli sezon 2025-26 w kryzysie i po raz trzeci z rzędu zostali za burtą play-off. Tymczasem po drugiej stronie rzeki trwa święto — New York Knicks przerwali w 2026 roku aż 53-letnią posuchę bez tytułu.
Kontrastu między tymi dwoma klubami z Nowego Jorku chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Knicks zdominowali ostatnio bezpośrednie starcia z Nets, wygrywając 14 meczów z rzędu. Dla właściciela Brooklynu, Josepha Tsaia, to zestawienie musi być szczególnie bolesne. Jego era zaczynała się w 2019 roku od wielkich nadziei — wtedy klub podpisał Kevina Duranta i Kyriego Irvinga. Dziś w składzie jest aż 11 zawodników w wieku 24 lat lub młodszych, co robi z Brooklynu jeden z najmłodszych zespołów ligi. Kłopot w tym, że ten młody skład czeka w nadchodzącym sezonie wyjątkowo brutalny terminarz.
Terminarz nie ułatwi odbudowy
W sezonie 2026-27 Nets rozegrają aż 16 serii back-to-back — najwięcej w całej lidze NBA. Innymi słowy: młody, wciąż uczący się zespół będzie mierzył się z gęstym kalendarzem meczów bez odpoczynku częściej niż ktokolwiek inny w lidze. Dla klubu, który stawia na rozwój młodzieży, to nie pomoc, a dodatkowe obciążenie.
Poza parkietem sytuacja wygląda inaczej. Klub prowadzi spore inwestycje — Brooklyn Nets przeznaczają około 150 milionów dolarów na modernizację hali Barclays Center. Sygnał jest czytelny: mimo słabych wyników sportowych, właściciel wciąż wierzy w długoterminowy projekt franczyzy w Brooklynie.
Na razie jednak w Nowym Jorku rządzą Knicks, a Nets pozostają w cieniu — i sportowym, i medialnym. Odbudowa wokół młodego składu potrwa swoje, a trudny terminarz nadchodzącego sezonu może ją jeszcze wydłużyć.