Jordan Clarkson podpisał roczny kontrakt z New York Knicks o wartości 3,9 miliona dolarów. Wieść rozeszła się 9 lipca 2026 roku — przekazał ją dziennikarz Shams Charania, powołując się na CEO Klutch Sports Richa Paula oraz agenta Brandona Cavanaugh.
34-letni rozgrywający zakłada koszulkę nowojorczyków po raz drugi — do Knicks trafił już w 2025 roku. Ubiegły sezon nie był jednak jego najlepszym w karierze: 8,6 punktu na mecz to najniższa średnia punktowa, jaką zanotował w całej historii swoich występów w NBA, a 17,8 minuty na parkiecie — również rekordowo skromny wynik. W finałach NBA, które Knicks wygrali z San Antonio Spurs w pięciu meczach, Clarkson spędził na boisku łącznie zaledwie 30 minut. Marginalny udział. Mimo to klub zdecydował się go zatrzymać.
Finansowy balans pod apron
Kluczem do całej transakcji są ligowe reguły salary cap. Nominalna wartość kontraktu to 3,9 miliona dolarów, lecz w rozliczeniu względem limitu płac Knicks obciąży on budżet jedynie kwotą 2,45 miliona dolarów. To różnica, która robi realną różnicę — właściciel klubu James Dolan jasno zapowiedział, że drużyna nie może przekroczyć drugiego progu apron, a Nowojorczycy mają aktualnie około 3,27 miliona dolarów przestrzeni do tej granicy.
Z tego samego powodu Knicks musieli pożegnać się z Mitchellem Robinsonem — jego zatrzymanie wiązałoby się z przekroczeniem drugiego progu apron, więc środkowy podpisał umowę z Boston Celtics. Clarkson wpisuje się natomiast w strategię uzupełniania składu tanimi, sprawdzonymi opcjami. Przed nim nowe kontrakty z Knicks podpisali już Landry Shamet, Jose Alvarado oraz Mohamed Diawara.
Po podpisaniu umowy przez Clarksona Knicks mają 13 zawodników na standardowych kontraktach. Otwartą kwestią pozostaje natomiast przyszłość Jeremy’ego Sochana — Polak zakończył ubiegły sezon w barwach Knicks, lecz na dzień publikacji nie było wiadomo, czy i gdzie zagra w kolejnych rozgrywkach.