W pewnym momencie meczu w Gdyni tablica wyników pokazywała różnicę 32 punktów na niekorzyść Śląska Wrocław. Kibice 18-krotnego mistrza Polski patrzyli na to z narastającym niepokojem. Ostatecznie WKS Śląsk Wrocław przegrał na inaugurację sezonu 2026/2027 PGE Basket Ligi z AMW Arką Gdynia 70:95.
Gorzej zacząć się nie dało. Dla zespołu prowadzonego przez Izraelczyka Danny’ego Franco to był najgorszy możliwy start nowej kampanii. Trener nie szukał wymówek po meczu, nie próbował też tłumaczyć porażki okolicznościami. Przeprosił po prostu kibiców, którzy pokonali długą drogę, by wspierać drużynę na wyjeździe, a w zamian zobaczyli grę dalece poniżej oczekiwań.
„Chciałbym przeprosić naszych fanów, którzy pokonali długą drogę by nas wspierać, a musieli oglądać tak słabą postawę naszej drużyny” — powiedział Danny Franco po meczu w Gdyni.
Rozczłonkowana drużyna bez chemii
Franco nie owijał w bawełnę. Jego zespół był rozczłonkowany i sfrustrowany, a zawodnicy nie pokazali dostatecznej chemii między sobą. Jedno zastrzeżenie trener postawił jednak od razu: wczesny etap sezonu to nie wymówka dla takiego chaosu w grze.
„Byliśmy bardzo rozczłonkowani i sfrustrowani na parkiecie. Nie pokazaliśmy dostatecznej 'chemii’ w drużynie”, ale „jesteśmy na początku drogi, ale to nie wymówka by mieć taki bałagan na parkiecie” — podsumował szkoleniowiec.
Mimo gorzkiego wieczoru w Gdyni Franco postawił sprawę jasno: wierzy w zawodników i w drużynę, którą budował, a porażki na tym etapie traktuje jako część procesu tworzenia nowego zespołu.
„Wierzę w zawodników i drużynę jaką tu mamy. Jesteśmy na początku drogi, budujemy coś nowego i porażki teraz są częścią tej drogi” — zaznaczył trener Śląska.
Czasu na analizy i leczenie ran nie ma zbyt wiele. Już we wtorek Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Dolomiti Energia Trento w rozgrywkach EuroCupu. Do ligowej rywalizacji wrocławianie wrócą w 2. kolejce PGE Basket Ligi — i od razu czeka ich trudna przeprawa na wyjeździe z Kingiem Szczecin. Mecz zaplanowano na 10 października, na godzinę 17:30.