Draymond Green mógł po prostu aktywować opcję zawodnika i spokojnie czekać na kolejny sezon. Wybrał inaczej. Zrezygnował z gwarantowanych 27,6 mln dolarów i podpisał z Golden State Warriors zupełnie nową umowę — na 27,7 mln dolarów, czyli o symboliczne 100 tysięcy dolarów więcej.
Różnica finansowa jest niemal niezauważalna. Ważniejszy jest kontekst. Nowy kontrakt obejmuje tylko jeden sezon, a — co kluczowe — nie zawiera klauzuli no-trade. Innymi słowy: 36-letni skrzydłowy nie będzie mógł zablokować ewentualnego transferu, gdyby Warriors zdecydowali się go wymienić.
Gest wobec drużyny, korzyść dla obu stron
Rezygnacja z opcji zawodnika przyniosła Warriors coś konkretnego. Klub zyskał większą swobodę finansową podczas rozmów z wolnymi agentami — a w lidze pełnej kosztownych przebudów składów to realna, nie tylko papierowa, przewaga.
Szczegóły nowej umowy jako pierwsze ujawniło Sport1.de.
Green jest jednym z filarów złotej ery Golden State. Z Warriors cztery razy sięgał po tytuł mistrza NBA, a w 2017 roku został wybrany najlepszym obrońcą ligi. Na kolejny sezon zostaje w San Francisco — choć tym razem bez gwarancji, że nikt go stamtąd nie wyśle.