Anthony Edwards musi przejść zabieg artroskopii prawego kolana. Operację zaplanowano na czwartek, a przerwa od gry może potrwać nawet dwa miesiące.
24-letni gwiazdor Minnesota Timberwolves traci formę właśnie wtedy, gdy jego zespół wystartował w sezonie 2026/2027 z bilansem 3-1 i wyglądał naprawdę solidnie. Pierwsze sygnały bólu kolana dały się zauważyć w niedzielnym meczu z Toronto Raptors. Dzień później, mimo dyskomfortu, Edwards wybiegł na parkiet przeciwko Cleveland Cavaliers — i zrobił to w wielkim stylu, zdobywając 47 punktów w ciągu rekordowych jak na ten sezon 41 minut gry. Timberwolves mimo to przegrali, 125:127 po dogrywce.
To był dla Edwardsa już drugi w tym sezonie mecz z ponad 45 punktami na koncie. Tym samym dołączył do wąskiego grona — jest czwartym zawodnikiem w historii NBA, który zdobył ponad 45 punktów w meczu przynajmniej dwukrotnie w pierwszych czterech spotkaniach swojej drużyny w sezonie. Przed kontuzją notował średnio 33,3 punktu, 4,8 zbiórki i 3,5 asysty na mecz, trafiając 48 proc. rzutów z gry.
Powrót starego problemu
Dla Edwardsa kolano to niestety temat znany. W poprzednim sezonie dawało mu się we znaki pod postępacią tzw. kolana biegacza — z tego powodu opuścił dziewięć z ostatnich 22 spotkań fazy zasadniczej. Łącznie zabrakło go w 21 meczach, najwięcej w jego karierze. Latem ograniczył aktywność, licząc na regenerację, a na obozie przygotowawczym nic nie wskazywało na problemy. Jak się okazuje, to nie wystarczyło.
Dwumiesięczna przerwa waży też poza parkietem. Jeśli Edwards nie rozegra wystarczającej liczby meczów, nie dobije do wymaganego minimum 65 występów, od którego zależy prawo do ubiegania się o nagrody MVP i All-NBA. A to oznaczałoby utratę szansy na podpisanie latem przyszłego roku czteroletniego przedłużenia kontraktu wartego 304 mln dolarów.
Otoczenie gwiazdora jednak nie robi z tego dramatu. Justin Holland, menedżer Edwardsa, ujął to krótko: „Nie chodzi o indywidualne wyróżnienia. Mamy jeden cel: zdobycie mistrzostwa”.