„Myślę, że zdecydowanie stać mnie na więcej” — powiedział Max Fricke, podsumowując sezon Grand Prix 2026. Australijczyk zajął siódme miejsce w klasyfikacji generalnej — nieco słabiej niż rok wcześniej, gdy skończył rozgrywki na ósmej pozycji. On sam mimo to uważa, że potencjał drużyny jest większy, niż wynika z samych liczb.
Sezon miał swoje wzloty. Fricke wygrał Grand Prix w Manchesterze, a do tego dołożył złoto w drużynowym Pucharze Świata z reprezentacją Australii, zdobyte na zawodach w Warszawie. To już trzecie zwycięstwo w zawodach Grand Prix w jego karierze — wcześniej triumfował w Toruniu w 2020 roku i w Warszawie w 2022 roku.
W rozmowie opublikowanej przez kanał Speedway Grand Prix Australijczyk nie szukał wymówek. Jego zdaniem o sukcesie nie decyduje jeden wielki błąd, lecz zgranie wielu elementów naraz. „Chodzi o to, żeby wszystko zgrało się we właściwym momencie: motocykle, zespół i moje odczucia jako zawodnika. Sprawienie, by wszystko działało tydzień po tygodniu, nie zawsze jest tak łatwe, jak może się wydawać” — przyznał.
Marginalne zyski i brakujące procenty
Do fundamentów przygotowań Fricke nie ma zastrzeżeń. „Jeśli chodzi o przygotowanie, wszystko wygląda dobrze. Chodzi o marginalne zyski, te małe rzeczy: żeby sprzęt działał dokładnie tak, jak chcemy, i żeby osiągnąć to wcześniej w trakcie zawodów. Ciężko nad tym pracujemy” — wyjaśnił. Przestrzeni do poprawy szuka więc nie w strategii ogólnej, a właśnie w detalach.
Konkretny problem dotyczy tempa w trakcie zawodów. „Moja prędkość na jednym okrążeniu podczas kwalifikacji jest w porządku. Kiedy jednak tor się rozwija i warunki się zmieniają, potrzebuję dodatkowych kilku procent w dalszej części zawodów. Nie mówimy o wielkiej różnicy” — ocenił Fricke. Jak dodał, Australijczyk wie, że na najwyższym poziomie różnice są minimalne.
Przyznał też, że miniony sezon przyniósł kilka sytuacji, które go nie satysfakcjonują. „W zeszłym roku było kilka takich sytuacji, które nie ułożyły się po mojej myśli” — powiedział. Na czekanie, aż sprawy ułożą się sam, nie ma u niego miejsca. „Trzeba jak najczęściej stawiać się w najlepszej możliwej sytuacji i samemu tworzyć sobie szczęście” — stwierdził.
Cel na kolejne miesiące brzmi prosto. „Muszę doprowadzić do momentu, w którym będę zadowolony z tego, jak wszystko funkcjonuje. Wtedy możemy przyjeżdżać na zawody gotowi do walki o czołowe miejsca” — zakończył Fricke.