Gdy na tablicy wyników w Tomaszowie Mazowieckim pojawił się czas 6:09.98, trybuny wiedziały, że właśnie padł rekord toru. Władimir Semirunnij, wicemistrz olimpijski, nie tylko wygrał bieg na 5000 m, ale od razu obronił tytuł mistrza Polski na tym dystansie. Nad drugim na finiszu zawodnikiem miał ponad 20 sekund przewagi – a w łyżwiarstwie szybkim to różnica kosmiczna.
23-letni zawodnik reprezentujący KS Pilicę Tomaszów Mazowiecki po raz kolejny pokazał, że na krajowej scenie nie ma sobie równych. Za nim finiszował Mateusz Śliwka z UKS 3 Milanówek, a trzecie miejsce zajął Szymon Palka z AZS AWF Katowice. Trwające do niedzieli mistrzostwa Polski na dystansach w Tomaszowie Mazowieckim dostały więc jeden z najsilniejszych akcentów tego zimowego weekendu.
Rekord toru, kolejne złoto – a Semirunnij po starcie mówił o pewnym niedosycie. Celował wyżej, w rekord Polski.
„Nie zabrakło tak dużo. Gdyby noga była świeższa, byłoby to do zrobienia. Myślę, że w tym sezonie i tak go poprawię, tym bardziej że będą okazje do jeżdżenia na szybkim lodzie, a ja cały czas idę do przodu” – powiedział 23-letni łyżwiarz.
Co dalej z kalendarzem Semirunnija
Na odpoczynek nie ma czasu. Za trzy tygodnie łyżwiarze rozpoczną rywalizację w cyklu Pucharu Świata, który wystartuje w stolicy Chin. Dla Semirunnija najważniejsze będą jednak mistrzostwa Europy w Heerenveen, zaplanowane na 8-10 stycznia, oraz mistrzostwa świata w Pekinie w dniach 25-28 lutego. Jeśli forma z Tomaszowa Mazowieckiego się utrzyma, polski wicemistrz olimpijski może tam namieszać.