„Stolica jest Dzika” – ten komentarz najlepiej podsumowuje to, co stało się na Torwarze. Legia Warszawa, broniąca tytułu mistrza Polski, przegrała derbowy pojedynek z Dzikami Warszawa 77:92.
Mecz rozkręcał się stopniowo. Po pierwszej kwarcie prowadziła Legia 21:17. Od tego momentu jednak inicjatywę przejęli rywale – w drugiej odsłonie Dziki wygrały 25:18, w trzeciej 24:18, a w czwartej dopełnili dzieła wynikiem 26:20.
Co ciekawe, Dziki wygrali tydzień po wysokiej porażce w europejskich pucharach – przegrali wtedy w Wurzburgu w ramach FIBA Europe Cup. Do tego trener Marco Legovich musiał układać taktykę bez Michała Krasuskiego i Zane’a Watermana.
O losach meczu zdecydował fragment na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Od wyniku 58:57 Dziki zdobyły 14 punktów z rzędu, zamieniając wyrównany pojedynek w pokaz siły. W tej serii Grzegorz Kamiński trafił trzy trójki, a czwartą dorzucił Austin Luke. W pewnym momencie przewaga Dzików sięgnęła aż 17 punktów, co było rekordowym wynikiem tego spotkania.
Kempa i Luke rozbili defensywę Legii
Najskuteczniejszym zawodnikiem Dzików był Krzysztof Kempa, który zapisał na swoim koncie 17 punktów i 14 zbiórek. Blisko double-double był też Austin Luke – 14 punktów i aż 10 asyst. W drugiej połowie z cienia wyszedł też Quan Jackson, dodając zespołowi kolejny punkt siły ofensywnej. Grzegorz Kamiński dołożył 15 punktów, a Quan Jackson zdobył 12.
Po stronie Legii kłopotem były rzuty za trzy punkty – w całym meczu trafiono ich tylko sześć, a trzy z nich padły już wtedy, gdy wynik był rozstrzygnięty. Najlepszy u mistrzów był Arguster Daniels z 23 punktami, sześcioma zbiórkami i trzema asystami, wykorzystując 10 z 21 rzutów z pola. Kristers Zoriks, zwykle ważny punkt składu, tym razem był zupełnie niewidoczny. Punkty dla Legii zdobywali jeszcze Gyorgy Goloman i Michał Kolenda – po 13, Zach Freemantle – 9 (z 10 zbiórkami), oraz Mathieu Wojciechowski – 6.
To już druga porażka Legii w tym sezonie. Dziki Warszawa po tym zwycięstwie mają bilans czterech wygranych i jednej porażki. Na Torwarze nie było litości dla mistrza.