Karetka zabrała Tadeja Pogaczara z trasy 32 kilometry przed metą jednego z etapów Vuelta a Espana. Do wypadku doszło pod koniec sierpnia, gdy Słoweniec pewnie prowadził w wyścigu. Jeszcze chwilę wcześniej dominował w pierwszych dwóch trzecich sezonu – a tu nagle leżał na szpitalnych noszach, daleko od formy, którą pokazywał wcześniej.
Wstępne badania wykazały wstrząśnienie mózgu, przemieszczone złamanie lewego obojczyka i stabilne złamanie kręgu szyjnego C7. 28-letni Pogaczar nie tracił czasu – szybko wrócił do treningów i myślał nawet o starcie w mistrzostwach Europy rozgrywanych w jego ojczyźnie. Jego drużyna, UAE Team Emirates – XRG, powiedziała jednak „nie”.
Jak się później okazało, ta decyzja miała głębsze uzasadnienie, niż ktokolwiek wtedy przypuszczał. W artykule opublikowanym w sobotę przez „The Athletic” dwukrotny mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego przyznał, że pierwsza diagnoza nie oddawała pełnego obrazu obrażeń.
Dwa tygodnie po wypadku byłem w Słowenii i poszedłem na kolejne badanie.
I właśnie tam wyszła na jaw cała prawda. „Wiedziałem, że mam złamanie kręgu C7, ale potem okazało się, że złamane są też dwa inne kręgi, T1 i T2” – relacjonował kolarz. Z perspektywy czasu, jak sam przyznał, ucieszył się, że ostatecznie nie pojechał na mistrzostwa Europy, choć pierwotnie właśnie tam celował.
Kiedy zdałem sobie sprawę, że mam złamane trzy kręgi? Byłem po prostu szczęśliwy, że żyję albo że po prostu mogę stać.
Zawroty głowy i trudności z prysznicem
Złamany obojczyk i trzy kręgi to był tylko początek. Ucho wewnętrzne Pogaczara, odpowiadające za równowagę organizmu, było „rozregulowane” na początku rekonwalescencji. Efekt? Nudności, zawroty głowy, problemy z koordynacją.
Nie mogłem wziąć prysznica. Byłem kompletnie wyczerpany. To było takie trudne.
Fizyczne rany się zabliźniły, ale skutki wypadku wciąż dają się odczuć – tyle że inaczej. Pogaczar mówi, że od powrotu na rower towarzyszy mu niepokój przy zjazdach. „Jeśli teraz znowu spadnę z roweru, może to być naprawdę problematyczne” – zauważył kolarz.
Mimo tych obaw Słoweniec zapewnił, że pod względem fizycznym jest już w pełni zdrowy. „Czuję, że wracam do dobrego rytmu treningów i regeneracji” – powiedział, zamykając tym samym opowieść o jednym z najtrudniejszych rozdziałów swojej kariery.