„Jej tenisowe IQ jest niezwykle wysokie. Naprawdę niezwykle wysokie. Nie ma takiego uderzenia, którym możesz ją znokautować” – tak Andy Roddick, były lider rankingu ATP i triumfator US Open z 2003 roku, opisał Maję Chwalińską w podcaście „Served”.
Powód takiej pochwały nie jest przypadkowy. Reprezentantka Polski wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan, a w finale rozprawiła się z Brytyjką Sonay Kartal wynikiem 2:6, 6:4, 6:2. To pierwszy tytuł w karierze Chwalińskiej.
Roddick zwrócił uwagę, jak szybko zmieniła się sytuacja Polki. Przed Roland Garros zajmowała 115. albo 120. miejsce w rankingu, a mimo to dotarła wtedy do finału paryskiego turnieju. Amerykanin nie kryił się z tym, że się pomylił: „Typowałem przeciwko niej na US Open i miałem rację” – po czym dodał, że Chwalińska „udowodniła już dwukrotnie, na ogromnej scenie, że potrafi sobie z tym poradzić”.
Były numer jeden świata przypomniał też o wcześniejszym wyczynie Polki – wygranej z Igą Świątek. Obie zawodniczki są z tego samego rocznika i, jak podkreślił Roddick, pozostają przyjaciółkami.
Macci: nie liczy się start, liczy się meta
Głos zabrał również Rick Macci, były trener sióstr Williams. Jego zdaniem historia Chwalińskiej to „świetny przykład, że nie liczy się, od czego zaczynasz, ale gdzie kończysz”.
Podobnie ocenił tę historię Jon Wertheim, amerykański dziennikarz zajmujący się tenisem. Przypomniał, że przed sezonem Chwalińska musiała przebijać się przez kwalifikacje Roland Garros, a jej celem na ten rok było jedynie miejsce w czołowej setce rankingu. Dziś jest już gdzie indziej. „Nadal jest w ścisłej czołówce” – zauważył Wertheim, dodając, że sezon 2027 może być dla Polki łatwiejszy, bo na kort ziemny wejdzie już bez presji o ranking: „Teraz może wejść w następny sezon na mączce bez presji i bez myślenia: 'O mój Boże, mój ranking kompletnie się zaraz zawali'”.