Jak zapamiętać tydzień, który kończy się porażką w półfinale, a mimo to zbiera same pochwały? Właśnie tak wygląda bilans Mai Chwalińskiej po turnieju WTA 500 w Singapurze. Polka odpadła w półfinale, przegrywając z Leylah Fernandez z Kanady, ale eksperci komentujący jej występ mówią właściwie jednym głosem – to był dla niej dobry tydzień.
Mecz rozegrano w sobotę, 26 września 2026 roku. Chwalińska przegrała 6:1, 4:6, 2:6. Zaczęła jednak fenomenalnie – pierwszego seta wygrała aż 6:1. Potem inicjatywę przejęła Kanadyjka, która w niedzielnym finale zmierzy się z Talią Gibson.
Dla zawodniczki zajmującej 21. miejsce w rankingu WTA to i tak jeden z najlepszych wyników w karierze. Łukasz Gagaska, prowadzący profil Sporty Olimpijskie, nie ma wątpliwości – mimo porażki bilans tygodnia wypada na plus. „Maja Chwalińska po znakomitym pierwszym secie nie dała rady reprezentantce Kanady w drugiej i trzeciej partii. 6:1, 4:6, 2:6 z perspektywy Polki. Cieszy jednak powrót do dobrego grania, półfinał turnieju WTA 500 i 21. miejsce w rankingu. To był udany tydzień Chwalińskiej” – ocenił.
Punkty, które mogą się przydać za rok
Sebastian Warzecha z Weszło patrzy na sprawę przez pryzmat rankingu. Jego zdaniem Chwalińska zdobyła cenne punkty i wyrównała swoją życiową pozycję. „Cenne punkty zdobyte, dobry turniej zaliczony, wyrównanie życiówki rankingowej. Jeszcze ze 3-4 takie turnieje i potencjalny spad punktowy (który raczej nastąpi) po przyszłorocznym RG nie będzie aż tak bolesny” – napisał.
Adam Romer, redaktor naczelny magazynu „Tenisklub”, spojrzał na samą jakość rywalizacji w Singapurze. Jego zdaniem tym razem to Fernandez okazała się lepszą wersją siebie. „Była walka w Singapurze, ale tym razem Leylah Fernandez okazała się nieco lepszą wersją 'drobnej, sprytnej, leworęcznej’ tenisistki. Nie zmienia to faktu, że dla Mai to był ważny turniej i ważny wynik. Teraz Pekin i China Open” – podsumował, wskazując od razu kolejne przystanki w kalendarzu Polki.
Rafał Smoliński z WP SportoweFakty zwrócił z kolei uwagę na specyfikę stylu Fernandez – Kanadyjka nierzadko potrzebuje czasu, by złapać rytm przeciwko zawodniczce, z którą gra po raz pierwszy. „Szkoda Mai Chwalińskiej. Nie pierwszy raz zdarza się, że Leylah potrzebowała czasu, aby złapać rytm z kimś, z kim gra po raz pierwszy. I tak bardzo cenny tydzień dla Mai w Singapurze. Oby jeszcze kilka takich wyników w tym sezonie” – napisał.
Najdalej w ocenach poszedł Jakub Karbownik z magazynu „Tenisklub”. Jego zdaniem Chwalińska udowodniła w Singapurze, że stać ją na grę na równi z zawodniczkami głównego cyklu WTA Tour. „Jednak zarówno dziś, jak i przez cały mijający tydzień Bielszczanka pokazała, że stać ją na grę jak równą z równą w turniejach głównego cyklu WTA Tour. Z Singapuru Polka wyjeżdża nie tylko z cennym doświadczeniem, ale również z niezwykle ważnymi punktami do rankingu WTA” – ocenił.