„Saba Purceladze (Gruzja, LL) – Fryderyk Lechno-Wasiutyński (Polska, Q) 6:4, 7:5” – ten wynik pierwszej rundy Challengera ATP w Hamburgu, rozgrywanego na kortach ziemnych, zamknął krótki występ Polaka w turnieju głównym.
21-letni Lechno-Wasiutyński jeszcze dzień wcześniej mógł czuć się bohaterem. Do turnieju głównego przebił się przez kwalifikacje, w których najpierw pokonał Mariano Dedurę-Palomero, a potem rozstawionego z numerem jeden Hynka Bartona. Oba mecze musiały trwać po trzy sety – Polak zdążył się więc już przetestować w trudnych warunkach.
W pierwszej rundzie zabrakło mu jednak formy z poprzedniego dnia. Purceladze trafił do turnieju głównego jako „szczęśliwy przegrany” – do Hamburga wrócił po tym, jak w kwalifikacjach przegrał z Denisem Jewsiejewem. Mimo to akurat Gruzin okazał się tym razem skuteczniejszy.
Dwa przełamania, dwa sety
Pierwsza partia rozstrzygnęła się w piątym gemie – Purceladze przełamał wtedy serwis Polaka i tej przewagi już nie oddał do końca seta. W drugiej odsłonie Lechno-Wasiutyński długo dotrzymywał kroku rywalowi, ale w 11. gemie znów stracił podanie. To przesądziło losy całego meczu.
Purceladze ma za to bilet do drugiej rundy, gdzie zagra z Maxem Hansem Rehbergiem. Dla Lechno-Wasiutyńskiego przygoda w Hamburgu skończyła się na etapie, do którego dotarł po dwóch trzysetowych bojach w kwalifikacjach.