„Potem opady deszczu nie ustępowały, dlatego wszystkie mecze zostały przełożone” — tak organizatorzy Korea Open podsumowali piątkowy dzień w Seulu. Deszcz nad koreańską stolicą nie odpuszczał i w efekcie wywrócił do góry nogami cały harmonogram turnieju WTA 250.
Najbardziej ucierpiała na tym Kimberly Birrell. Australijka prowadziła już 6:2, 2:6, 4:2 w starciu z Katie Volynets, gdy obie zawodniczki musiały zejść do szatni. Na dokończenie meczu trzeba będzie poczekać do soboty.
Do przełożenia trafiły też trzy ćwierćfinały. Taylah Preston i Alina Korniejewa w ogóle nie zdążyły wyjść na kort — ich pojedynek przesunięto na sobotę. Podobnie potoczyły się losy starcia Lanlany Tararudee, rozstawionej z numerem trzecim, z Mayą Joint, notowaną jako piąta w stawce. Na sobotę przełożono również mecz Anny Bondar, szóstej rakietki turnieju, z czwartą rozstawioną Eleną-Gabrielą Ruse.
Napięty plan na kolejne dni
Organizatorzy liczą, że aura poprawi się już w sobotę. Tego dnia w Seulu mają zostać rozegrane wszystkie zaległe ćwierćfinały, a zaraz po nich — oba półfinały. Dla zawodniczek oznacza to prawdziwy maraton skompresowany w jeden dzień.
Cała rywalizacja w głównej drabince Korea Open ma zakończyć się w niedzielę 27 września. Turniej rozgrywany jest na twardych kortach w Seulu i zalicza się do kategorii WTA 250, a jego łączna pula nagród wynosi 283,3 tys. dolarów.
Stawka dla zwyciężczyni jest jasno określona: triumfatorka rywalizacji singlowej zainkasuje czek na 37,3 tys. dolarów i zgarnie 250 punktów do rankingu WTA. Teraz wszystko zależy już tylko od tego, czy pogoda w Seulu wreszcie okaże się łaskawsza dla organizatorów.