„Jestem bardzo dumny” — powiedział Novak Djoković po finale China Open 2026, w którym wygrał turniej ATP 500 w Pekinie. Po 11 miesiącach przerwy Serb wrócił na szczyt podium w głównym cyklu ATP.
W decydującym meczu Djoković zmierzył się z Alexem de Minaurem. Australijczyk, notowany na dziewiątym miejscu rankingu ATP, skreczował przy stanie 7:6(3), 0:1 dla Serba.
Droga po tytuł była dla Djokovicia prawdziwym testem formy. W ciągu trzech dni pokonał trzech zawodników z czołowej dziesiątki światowego rankingu. Najpierw padł Alexander Zverev, numer dwa rankingu, potem Daniił Miedwiediew z piątego miejsca, a na koniec wspomniany już de Minaur. „Pokonanie trzech zawodników z czołowej 'dziesiątki’ w ciągu trzech dni to wielkie osiągnięcie. Oczywiście rozpiera mnie radość” — przyznał Serb.
Dla 38-latka tytuł w Pekinie znaczy więcej niż same punkty do rankingu. „Ten triumf przyszedł w najlepszym momencie. Zwiększył moją pewność siebie i stanowi dowód, że wciąż mogę grać na najwyższym poziomie” — podkreślił.
Siódmy tytuł, zero porażek w pierwszych meczach
Ostatni raz na podium w cyklu ATP Djoković stawał w listopadzie zeszłego roku, w Atenach. Pekin to więc jego pierwszy tytuł od tamtej pory.
Chińska stolica od lat traktuje Serba specjalnie. To był jego siódmy start w turnieju w Pekinie — i siódme zwycięstwo. Żadnego finału tam jeszcze nie przegrał. Bilans meczów na China Open? 34-0. Nikt w historii ery open nie wygrał tak wielu pierwszych meczów z rzędu w jednym turnieju, jak on w Pekinie.
Co ciekawe, przed tą edycją Djoković nie pojawił się w Pekinie przez 11 lat. „Pekin zawsze był dla mnie szczęśliwym miejscem. I nadal nim pozostanie” — stwierdził po finale.
Na odpoczynek nie ma czasu. Z Pekinu Serb rusza prosto do Szanghaju, gdzie czeka na niego turniej ATP Masters 1000.