Maja Chwalińska, finalistka Roland Garros i 22. rakieta świata, odpadła z turnieju WTA 1000 w Toronto już w drugiej rundzie. 4 sierpnia 2026 roku Polka przegrała z Australijką Talią Gibson — sklasyfikowaną na 74. miejscu w rankingu WTA — 5:7, 1:6. Trudno o gorszy scenariusz powrotu po przerwie spowodowanej kontuzją.
Pierwszy set: zmarnowana szansa
Początek meczu układał się obiecująco. Chwalińska przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie 4:3 — inicjatywa była wyraźnie po jej stronie. Gibson jednak nie odpuszczała. Przy stanie 6:5 i 40:0 Australijka zmarnowała aż trzy piłki setowe. Chwila, w której los mógł się odwrócić. Nie odwrócił się — Gibson zdołała doprowadzić do rozstrzygnięcia i wygrała pierwszą partię 7:5.
Drugi set nie pozostawiał złudzeń. Gibson odskoczyła na 3:0, a chwilę później na 4:0 po kolejnym przełamaniu serwisu Chwalińskiej. Polka nie miała odpowiedzi na agresywną grę rywalki i przegrała seta do jednego.
Powrót po kontuzji — za wcześnie?
Kontekst tej porażki jest ważny. Chwalińska nie grała przez ponad miesiąc przed turniejem w Toronto właśnie z powodu kontuzji. Dla zawodniczki z 22. miejsca w rankingu WTA, która ma na koncie finał Roland Garros, to wynik dalece poniżej oczekiwań. Rytm meczowy robi swoje — i w Toronto było widać, że Polce go brakowało.
Za udział w turnieju Chwalińska zarobi 20 tys. 718 euro, czyli około 89 tys. złotych. Tego samego dnia w Toronto wygrała swój mecz Iga Świątek, a w Montrealu triumfował Hubert Hurkacz — polskie akcenty na kanadyjskich kortach miały więc tego dnia bardzo różne oblicza.