Otwarcie turnieju głównego miało wyglądać spokojnie – mecz z Mają Chwalińską. Triumfatorka imprezy WTA 1000 w Wuhanie wycofała się jednak z gry. Katarzyna Kawa dostała szansę, której nikt się nie spodziewał, i wykorzystała ją do ostatniego gema. Dziś 33-letnia zawodniczka z Krynicy-Zdroju stoi przed ćwierćfinałem WTA 500 w Ningbo przeciwko liderce światowego rankingu, Kazaszce Jelenie Rybakinie.
Droga Kawy do tego starcia była daleka od prostej. W pierwszej rundzie Polka przegrała pierwszego seta z Ukrainką Darią Snihur 1:6, po czym odwróciła losy meczu i wygrała. W drugiej rundzie przyszła sensacja – rozstawiona z numerem 5. Belinda Bencic przegrała 7:5, 6:2. Sama Kawa nie kryła emocji po tamtym meczu. „To moje największe zwycięstwo w całej karierze”, powiedziała.
Dziś, zajmując 128. miejsce w rankingu WTA, Polka ma okazję pójść jeszcze dalej.
Po drugiej stronie siatki czeka rywalka z zupełnie innej półki. Jelena Rybakina to liderka rankingu WTA i zwyciężczyni dwóch turniejów wielkoszlemowych w tym roku – Australian Open i US Open. Turniej w Ningbo rozgrywany jest na kortach twardych – a to właśnie nawierzchnia, na której serwis Kazaszki tradycyjnie robi największą różnicę.
To pierwsza konfrontacja obu tenisistek w karierze – żadnego wcześniejszego meczu, żadnych statystyk head-to-head, do których można się odwołać. Zwyciężczyni tego ćwierćfinału zagra w półfinale z Dianą Sznajder, która wcześniej wyeliminowała Ivę Jovic w trzysetowym boju.
Kawa bez kompleksów
Po eliminacji Bencic trudno już mówić, że Kawa jedzie do Ningbo bez ambicji. Pytanie brzmi, czy forma, która pozwoliła jej odwrócić mecz ze Snihur i zatrzymać piątą rakietkę turnieju, wystarczy na liderkę światowego rankingu. Odpowie na nie kort w Ningbo.