Numer dwa na świecie przez blisko pięć godzin męczył się z zawodnikiem sklasyfikowanym na 89. miejscu. Brzmi jak zagadka, prawda? Alexander Zverev odpowiedź na nią znalazł dopiero w piątym secie, wygrywając pierwszy mecz na US Open z Włochem Lorenzo Sonego.
Niemiec triumfował 6:4, 3:6, 6:7(9), 7:5, 6:4. Spotkanie trwało 4 godziny i 53 minuty. Zverev wyszedł z niego jako faworyt — choć ten status raczej mu nie pomógł, niż ułatwił zadanie.
29-letni Niemiec przyjechał do Nowego Jorku w roli lidera stawki nie bez powodu. To on w czerwcu sięgnął po swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy na Roland Garros, a miesiąc później grał w finale Wimbledonu. Na US Open jest rozstawiony z numerem jeden — głównie dlatego, że zabrakło Jannika Sinnera, który zmaga się z kontuzją prawego kolana.
Historia bezpośrednich starć z Sonego mówiła jednoznacznie na korzyść Niemca — przed tym meczem prowadził 7:0. 31-letni Włoch postanowił jednak napisać ten pojedynek inaczej. Po stracie pierwszego seta od razu wyrównał na 1:1, kończąc swojego gema asem serwisowym do zera.
Zverev miał problem, którego żadne statystyki nie zamaskują. Przez cały mecz wykorzystał zaledwie 5 z 22 okazji na przełamanie. To właśnie ta liczba tłumaczy, czemu spotkanie ciągnęło się tak długo, mimo wyraźnej różnicy klas między rywalami.
Decydujący punkt w piątym secie
Sonego nie odpuszczał. Po stracie serwisu w końcówce czwartej partii doprowadził do remisu 2:2 w setach, zmuszając Niemca do gry na pełnym dystansie. A potem, przy stanie 2:2 w decydującej partii, Włoch powtórzył ten sam błąd, który kosztował go wcześniej czwartego seta — podwójny błąd serwisowy. Odrobić tej straty już się nie udało.
Ten moment przesądził o awansie Zvereva. W drugiej rundzie Niemiec zmierzy się z Francuzem Quentinem Halysem, sklasyfikowanym na 52. miejscu rankingu ATP.