Meczbol przegrany na własnym returnie, krótkie podejście do siatki, uścisk ręki rywalce, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie potrafiła jej pokonać. Jak zareagowała Aryna Sabalenka? Chłodno i bez zbędnych słów.
Nikola Bartunkova pokonała w Pekinie Arynę Sabalenkę 6:4, 6:3. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał. Białorusinka wchodziła na kort jako wiceliderka rankingu WTA, zawodniczka rozstawiona z numerem drugim. Po drugiej stronie siatki stała natomiast 20-letnia Czeszka — dla niej to jeden z najważniejszych wyników w karierze.
Przez cały mecz Sabalenka szukała sposobu na grę rywalki i nie mogła go znaleźć. W drugim secie frustracja sięgnęła zenitu. 28-latka w pewnym momencie po prostu rzuciła rakietą. Nic to jednak nie zmieniło. Bartunkova wykorzystała pierwszego meczbola, gdy return Białorusinki wylądował w siatce.
Po ostatniej piłce żadnych emocjonalnych uścisków nie było. Sabalenka podeszła do siatki, podała rywalce rękę, wymieniła z nią kilka słów — i pomeczowy rytuał dobiegł końca równie szybko, jak się zaczął.
Historia, która się powtórzyła — ale inaczej
To nie pierwsze starcie tych dwóch zawodniczek, które kończyło się dramatem. Kilka miesięcy wcześniej w Berlinie Bartunkova prowadziła z Sabalenką 6:2, 4:0. Mecz miała praktycznie w kieszeni. Wtedy jednak Białorusinka znalazła sposób, by odwrócić losy spotkania i wygrać. W Pekinie historia się nie powtórzyła — tym razem to Czeszka dowiozła przewagę do samego końca.
Po meczu Bartunkova nie kryła wzruszenia i uznania dla pokonanej rywalki. „Aryna jest świetna. To legenda, mistrzyni Wielkiego Szlema. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygrałam ten mecz” — powiedziała 20-latka.