„W finale w Chengdu mocniejszy był Alejandro Davidovich Fokina, który zwyciężył w dwóch setach”. Hiszpan, rozstawiony w turnieju z numerem drugim, pokonał Huberta Hurkacza 6:4, 7:6 (7). Tym samym udany dla Polaka tydzień w Chinach zakończył się bez tytułu.
Naprzeciw siebie stali najwyżej notowany Polak i trzeci rankingowo tenisista Hiszpanii. Już pierwsze minuty pokazały, że łatwo nie będzie – sam pierwszy gem meczu rozciągnął się na 10 minut. Hurkacz obronił w nim własne podanie po trzech break pointach i siedmiu równowagach. Dobry znak na przyszłość? Raczej sygnał, że czeka ich wyrównana i nerwowa walka.
W dalszej części seta inicjatywę przejął jednak Fokina. Hiszpan przełamał Polaka przy wyniku 4:3 i to jedno przełamanie okazało się wystarczające – set padł jego łupem 6:4.
Cztery niewykorzystane piłki setowe
Druga partia długo nie chciała się rozstrzygnąć. Przez pierwszych dziesięć gemów żadnemu z zawodników nie udało się przełamać rywala, a tempo meczu wyraźnie spadło. Emocje wróciły w 11. gemie, kiedy Hurkacz musiał odrabiać straty i ratować własny serwis po dwóch break pointach.
O losach seta zdecydował tie-break – i właśnie tam Polak stracił mecz. Prowadził już 6-3, miał na rakiecie cztery piłki setowe. Nie wykorzystał ani jednej. Fokina nie oddał zwycięstwa za darmo – wygrał tie-breaka 9-7 i zapewnił sobie tytuł w Chengdu.
Ta niewykorzystana szansa boli jeszcze bardziej, bo w tym turnieju Hurkacz już wcześniej pokazał, że umie odwracać przegrywane sety – tak było choćby w półfinale z Denisem Shapovalovem.
Porażka w finale nie oznacza jednak powrotu do Europy. Hurkacz zostaje w Chinach – poznał już pierwszego rywala w turnieju wyższej rangi w Pekinie. Zmierzy się z Learnerem Tienem. To dla Polaka szansa na odrobienie punktów w rankingu ATP, zwłaszcza że w poprzednim sezonie kontuzja wykluczyła go z azjatyckiej serii turniejów na kortach twardych.