Czy była mistrzyni Wimbledonu może stracić cztery lata kariery za to, że nie otworzyła drzwi własnego domu? Marketa Vondrousova odwołała się do Sportowego Sądu Arbitrażowego (CAS) od czteroletniego zawieszenia nałożonego przez Międzynarodową Agencję Integralności Tenisa.
Sprawa sięga grudnia 2025 roku. Kontrolerka antydopingowa zjawiła się wtedy pod drzwiami Czeszki, a ta ich nie otworzyła. ITIA uznała to za odmowę poddania się testowi i nałożyła karę obowiązującą aż do 21 czerwca 2030 roku. Dla 26-letniej triumfatorki Wimbledonu z 2023 roku oznaczałoby to w praktyce koniec kariery w dotychczasowym kształcie.
Niezależny trybunał, który rozpatrywał sprawę przed nałożeniem kary, nie dał wiary tłumaczeniom zawodniczki. Vondrousova przekonywała, że jej lęk przed otwarciem drzwi nieznajomej osobie wzmocnił atak nożownika na Petrę Kvitovą w 2016 roku. Arbitrów to nie przekonało. Zwrócili uwagę, że zaledwie 10 minut po tym, jak nie wpuściła kontrolerki, Czeszka spokojnie wyszła z domu z psem.
Sportowe skutki są już dotkliwe. W czasie zawieszenia Vondrousova spadła z czołowej pięćdziesiątki światowego rankingu na 153. miejsce.
Głos koleżanek z tour
Sprawa podzieliła środowisko. Jessica Pegula nazwała karę „surową” i publicznie ją skrytykowała. Amerykanka zestawiła jej wymiar z innymi głośnymi sprawami dopingowymi ostatnich lat – przypomniała, że Jannik Sinner po ugodzie z WADA w 2024 roku otrzymał zawieszenie na zaledwie trzy miesiące. Podobnie porównała sytuację Czeszki do miesięcznego zawieszenia Igi Świątek w 2024 roku.
Teraz piłeczka jest po stronie CAS. Odwołanie Vondrousovej to próba odzyskania nie tylko rankingu, ale i pięciu lat kariery, które bez zmiany werdyktu przepadną bezpowrotnie.