Coco Gauff zameldowała się w kolejnej rundzie Wimbledonu po jednym z bardziej nerwowych meczów na korcie nr 1. Emocje nie ograniczały się wyłącznie do tablicy wyników – w pewnym momencie jeden z serwisów Amerykanki o mało nie trafił chłopca podającego piłki.
Na papierze Gauff przychodziła do tego meczu w dobrej sytuacji: w tym roku dwukrotnie pokonała już swoją rywalkę, łącznie z trzysetową bitwą w Rzymie. Pierwszy set potwierdziła wyraźną przewagę, zgarniając ostatnie trzy gemy z rzędu. Potem jednak rywalka wyskoczyła na 5-3 w secie decydującym i serwowała po awans. Mecz wyglądał na rozstrzygnięty.
Przełamanie, tiebreak i awans
Gauff nie odpuściła. Jedyną szansę na przełamanie w trzecim secie wykorzystała, własny serwis utrzymała i wygrała tiebreaka. Liczby za nią przemawiają: 78% wygranych punktów przy pierwszym podaniu i 50% przy drugim, a do tego od 10 do 12 asów serwisowych. Cieniem na tej statystyce kładzie się pięć podwójnych błędów, które podbijały ciśnienie przez cały mecz.
Jeden z tych serwisów stał się tematem rozmów po meczu. Piłka powędrowała w stronę krzesełka sędziego i niemal musnęła jednego z chłopców podających. Gauff skomentowała to ze spokojem – próbowała posłać mocny, rotacyjny serwis na szeroką część kortu i, jak sama przyznała, po prostu „chybiła piłki”. Zdecydowanie mniej spokojnie zareagował Christopher Eubanks: przez chwilę myślał, że piłka leci prosto w jego stronę, i wprost zaznaczył, że sytuacja mogła zagrozić dzieciom podającym piłki.
W następnej rundzie Gauff zagra z Claire Liu o miejsce w 1/8 finału Wimbledonu. Po tym, co pokazała w trzecim secie, trudno kwestionować jej umiejętność gry pod presją.