Maja Chwalińska przegrała w drugiej rundzie WTA 1000 w Toronto z Talią Gibson — i był to jej powrót na kort po ponad miesiącu nieobecności spowodowanej kontuzją. Trudny mecz? Nikt się łatwego nie spodziewał, jak przyznał jej trener. Finalistka Roland Garros nie składa jednak broni na kanadyjskim turnieju. Razem z Magdą Linette zgłosiła się do debla i wciąż czeka na szansę wejścia do głównej drabinki.
W pierwszej rundzie singla 24-latka nie musiała w ogóle wychodzić na kort — rozstawienie zapewniło jej wolny los. Tym boleśniej wypadło zatem odpadnięcie w następnej rundzie. Trener Jaroslav Machovsky, Czech współpracujący z Chwalińską od dłuższego czasu, nie ukrywał jednak, że taki scenariusz był do przewidzenia.
„To jest bardzo proste. Kilka spraw się na to złożyło. Raz, że to był pierwszy w tym roku turniej na hardzie, a dwa, że zagrany po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją. Ja się spodziewałem, że nie będzie łatwo” — powiedział Machovsky w rozmowie z Dariuszem Ostafińskim.
Debel z Linette — szansa wciąż realna
Para Linette/Chwalińska zajmuje drugie miejsce na liście oczekujących do turnieju deblowego w Toronto. Drabinka główna liczy 32 pary, więc każde wycofanie otwiera Polkom drzwi do startu. Turniej deblowy zainaugurowano w czwartek 6 sierpnia wieczorem czasu polskiego, a kolejne mecze pierwszej rundy zaplanowano na piątek 7 sierpnia.
Aleksandra Musiał, menedżerka klubu Chwalińskiej BKT Advantage Bielsko-Biała, wyjaśniła w rozmowie z WP SportoweFakty, dlaczego zawodniczka wciąż przebywa w Kanadzie.
„Z tego względu Maja wciąż jest w Toronto i trenuje na miejscu. Jeśli nie wystartuje w deblu, przeniesie się do Cincinnati i tam ma przygotowywać się do dalszej części amerykańskiego touru” — powiedziała Musiał.
Chwalińska nie traci czasu — trenuje w Toronto z Petrem Hajkiem i rozgrywa sparingi z innymi zawodniczkami. Czy para z Linette zdoła wejść do turnieju, czy nie — kolejnym przystankiem na amerykańskim tourze pozostaje Cincinnati.