Trzy spotkania w Lidze Mistrzów, trzy porażki. Jak na taki fatalny start europejskich rozgrywek zareaguje mistrz Polski? Odpowiedzi wciąż brak, a kibice w Tychach po kolejnym niepowodzeniu drużyny prowadzonej przez Pekkę Tirkkonena mają coraz więcej pytań.
GKS Tychy przegrał na własnym lodowisku z HC Davos 2:4 w trzecim meczu tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Szwajcarzy rozstrzygnęli losy spotkania już w pierwszej tercji, wygranej 2:0, a później utrzymali przewagę, remisując 1:1 w drugiej i trzeciej części gry. HC Davos to zespół ze Szwajcarii – dla Tyszan był to już drugi rywal z tego kraju w obecnej fazie zasadniczej.
Mecz w Tychach miał swoją dramaturgię. Już w 8. minucie na 0:1 trafił Lukas Frick, a tuż przed końcem pierwszej tercji, w 18. minucie, Lars Steiner podwyższył na 0:2. Gospodarze odpowiedzieli w 28. minucie – gola kontaktowego zdobył Bartłomiej Pociecha, ustalając wynik na 1:2. Radość nie trwała długo. Pięć minut później, w 33. minucie, Filip Zadina przywrócił Davos dwubramkowe prowadzenie, 1:3. W ostatniej, 60. minucie zrobiło się nerwowo: najpierw Jakub Janik zmniejszył straty na 2:3, ale chwilę później Rasmus Asplund ustalił ostateczny wynik na 2:4.
To był już trzeci występ Tychów w tej edycji rozgrywek i trzecia porażka. Fazę zasadniczą zaczęli od wyjazdowego meczu z czeskim Dynamo Pardubice, przegranego aż 0:6. Potem znów pojechali do Czech, tym razem do HC Pilzno, i wrócili bez punktów po porażce 1:2. Teraz przyszła kolej na domowe spotkanie z Davos, które też zakończyło się na niekorzyść podopiecznych Tirkkonena.
Co dalej w fazie zasadniczej
Kalendarz nie daje chwili wytchnienia. W najbliższą sobotę GKS Tychy zagra u siebie ze Servette Genewa, kolejną szwajcarską ekipą. Potem na drodze Tyszan staną jeszcze Tappara Tampere, mistrz Finlandii, niemiecki Adler Mannheim oraz, po raz drugi w tej edycji, HC Davos.
W sezonie regularnym Ligi Mistrzów 2026 rywalizuje 24 zespoły, a tytułu broni szwedzka Frolunda Goeteborg. Wśród uczestników jest aż czterech przedstawicieli Szwecji, po trzy zespoły z Austrii, Czech, Finlandii, Niemiec i Szwajcarii, a Polskę, Danię, Francję, Norwegię i Słowację reprezentuje po jednym klubie. Do dalszej fazy – 1/8 finału – awansuje najlepszych szesnaście ekip z tego grona.
Historia startów GKS Tychy w Lidze Mistrzów sukcesami nie obfituje. W poprzedniej edycji zespół wygrał tylko jedno z sześciu spotkań – na wyjeździe pokonał austriacki KAC Klagenfurt 4:1 – po czym pożegnał się z rozgrywkami już po fazie zasadniczej. To w ogóle wspólny los wszystkich polskich klubów w historii turnieju: żadnej drużynie z Polski nie udało się jeszcze przebić do fazy pucharowej. Pierwszym polskim uczestnikiem Ligi Mistrzów była Comarch Cracovia w 2016 roku, a w kolejnych latach w europejskich pucharach grały też Unia Oświęcim i JKH GKS Jastrzębie.
Sama Liga Mistrzów ma już swoją burzliwą historię. Rozgrywki powstały w 2008 roku, a pierwszym triumfatorem były Lwy z Zurychu i. Sezon po debiutanckiej edycji turniej musiał zostać zawieszony z powodów finansowych, a na jego reaktywację trzeba było czekać do 2014 roku.
Słaby start w Europie kontrastuje z tym, co Tyszanie pokazali na krajowym froncie. W minionym sezonie ekstraligi GKS Tychy obronił tytuł mistrza Polski, rozbijając w finale play-off GKS Katowice i wygrywając serię 4-0. Teraz, po trzech kolejkach Ligi Mistrzów bez punktu, mistrz kraju musi szybko odnaleźć formę – w najbliższą sobotę czeka go kolejny szwajcarski rywal.