Jak to możliwe, że mistrz Polski traci dwubramkowe prowadzenie w meczu kontrolnym i ostatecznie schodzi z lodu pokonany? GKS Tychy przegrał z czeskim pierwszoligowcem HC Frýdek-Místek 3:4 po rzutach karnych. A przecież po 60 minutach regulaminowego czasu gry na tablicy wyników widniał remis 3:3.
Goście z Czech weszli w mecz zdecydowanie lepiej. HC Frýdek-Místek dwukrotnie trafił w końcówce pierwszej tercji i po 20 minutach prowadził 2:0. Pierwszy gol padł w 19. minucie, drugi zaledwie minutę później, tuż przed przerwą.
Tychy odpowiedziały w drugiej odsłonie meczu. W 27. minucie kontaktową bramkę zdobył Pociecha, asystował Kovář. Dziewięć minut później wyrównał Ainali, do gola przyczynili się Kerkkänen i Jämsen. Po tej części gry na tablicy było już 2:2.
Emocje w trzeciej tercji i seria karnych
Trzecia tercja przyniosła kolejny zwrot akcji. W 49. minucie Kovář, po podaniach Komorskiego i Viitanena, znów wyprowadził gospodarzy na prowadzenie – tym razem 3:2. Chlán odpowiedział jednak już w 54. minucie, ustalając wynik po regulaminowym czasie gry na 3:3. I choć ta partia zakończyła się remisem, to w całej trzeciej tercji górą byli Czesi, wygrywając ją 3:0.
Dogrywka nie wyłoniła zwycięzcy, więc o triumfie zadecydowały rzuty karne. Tam lepsi okazali się goście z Frýdka-Místku – wygrali serię 3:0, a cały mecz 3:4.
W bramce GKS Tychy stanął Fučík, a jako rezerwowy siedział Fuchs. Tyskim zespołem kieruje fiński szkoleniowiec Pekka Tirkkonen. Po stronie czeskiej między słupkami stanął Dolejš, z Forstem w roli rezerwowego bramkarza, a ławkę trenerską prowadzi Miloš Holaň.
Warto przypomnieć, że GKS Tychy broni tytułu mistrza Polski w hokeju na lodzie, podczas gdy HC Frýdek-Místek na co dzień gra w czeskiej pierwszej lidze. Sparingowa porażka nie zmienia statusu żadnej z drużyn. Pokazuje jednak, że różnica klas między czołową polską ekipą a czeskim drugoligowcem bywa dziś naprawdę minimalna.