Jak strzelić gola, nie trafiając krążkiem do siatki za pierwszym razem – a nawet, w pewnym sensie, za drugim? Kamil Wałęga znalazł na to sposób w meczu 6. kolejki słowackiej ekstraligi hokeja, w którym jego Vlci Żylina grali na wyjeździe z HK Poprad.
W 55. minucie polski środkowy wpisał się na listę strzelców w dość nietypowych okolicznościach. Bramkarz gospodarzy Július Hudáček obronił jego pierwszy strzał. Wałęga nie odpuścił jednak i zagrał krążkiem raz jeszcze, a zdezorientowany Słowak wykręcił piruet i sam wepchnął „gumę” do własnej bramki. Trafienie dało remis 3:3 i wymusiło dogrywkę.
Do tego momentu mecz miał swój własny, dość burzliwy rytm. Po dwóch tercjach na tablicy widniało prowadzenie gości z Żyliny 2:1. Gospodarze odpowiedzieli błyskawicznie – na początku trzeciej tercji strzelili dwa gole w odstępie niespełna dwóch minut i objęli prowadzenie 3:2. Właśnie wtedy do akcji wkroczył Wałęga, ratując swój zespół przed porażką w regulaminowym czasie gry.
Karny, którego zabrakło, i karny, który zadecydował
Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc o wygranej zadecydowała seria rzutów karnych. Wałęga jechał jako pierwszy, ale tym razem nie trafił. Ostatecznie to „Kozice” z Popradu okazały się skuteczniejsze – wygrały serię 3:2, a cały mecz 4:3. O zwycięstwie przesądził ostatni karny wykonany przez Kanadyjczyka Andrew Calofa. Wcześniej dla gospodarzy trafili także Peter Bjalončík i Adam Dvořák – ten ostatni zdobył zresztą gola także w regulaminowym czasie gry i dołożył asystę.
W statystykach meczu zapisali się również Tyler Coulter, który skompletował bramkę i dwie asysty, oraz Bohumil Jank, autor jednego trafienia. Na trybunach zasiadło 2235 widzów, a strzały na bramkę padły w proporcji 24-33 na korzyść Vlci Żylina.
Wałęga, nominalny środkowy pierwszego ataku „Wilków” z Żyliny, spędził na lodzie łącznie 18 minut i 59 sekund. Swojego kuriozalnego gola zdobył jedynym celnym strzałem w tym meczu. Do tego wygrał 9 z 18 wznowień, zanotował zerowy bilans w statystyce +/- i wykonał jeden atak ciałem na rywala. Po sześciu występach w obecnym sezonie Polak ma już na koncie 3 gole, 2 asysty i +1 w klasyfikacji +/-.
Mimo porażki 3:4 zdobyty w ten sposób punkt miał swoją wagę. Dzięki niemu Vlci Żylina wrócili na pozycję lidera słowackiej ekstraligi, zrównując się dorobkiem punktowym i różnicą bramek ze Slovanem Bratysława. Oba zespoły zmierzą się już w piątek w Żylinie w bezpośrednim starciu o szczyt tabeli.